Zaduszki. Nasze.

Nie cierpię tej całej komercyjnej szopki halloween’nowej. My, Słowianie, mamy nieco inaczej duszę skonstruowaną niż cała reszta, dlatego dla nas jest dobre to, co słowiańskie.

Streszczenie wykładu dr J.W. Suligi 19 XI w DK “Świt”
dr Jan Witold Suliga (ur. 1951), etnograf, podróżnik i pisarz.

Słowianie obchodzą dwa święta przeznaczone dla zmarłych. Zgodnie z słowiańską koncepcją zaświatów, które dzielą się na: Zaświaty górne będące we władaniu bóstw niebiańskich takich jak Swarożyc Zaświaty dolne wężowe będące we władaniu Welesa zwanego też Biesem

U Słowian występuje przekonanie że czas w zaświatach płynie inaczej. Mówi o tym legenda że przebywający w zaświatach żywy człowiek nabywał niezwykłej mocy i wiedzy, która miała jednak swoją cenę: gdy śmiałek po 7 dniach opuszczał zaświaty okazywało się, że na ziemi minęło 77 lat. Słowianie wierzyli w reinkarnację z tą różnicą, że człowiek odradzał się w ramach swojego rodu a dusza wracała na wioskę z ptakami lelkami i bocianami.

Wiosenne święto obchodzone około 2 maja było związane z zaświatami górnymi. Zwalczane przez chrześcijaństwo ponieważ kolidowało z wielkanocą i miało charakter dość frywolny od XVI w. niestety zaczyna zanikać. Stare obrzędy trudno jednak zniszczyć, choć sens ich zaciera się z czasem to w Górach Świętokrzyskich ludzie do dziś 2 maja palą ognie na grobach.

Około drugiego listopada u Słowian Zachodnich obchodzone było drugie ze świąt przeznaczonych dla zmarłych związane z dolnymi wężowymi zaświatami. Święto to miało charakter domowy i jak byśmy to dzisiaj powiedzieli spirytystyczny. Nie czczono zmarłych ale wywoływano ich duchy po imieniu i zaopatrywano na dalszą drogę. W nocy z pierwszego na drugiego listopada odbywała się uczta Dziadowska zwana też ucztą Kozła uczcie przewodził gęślarz i człowiek w rogatej masce. W uczcie tej mogli brać udział tylko ludzie starzy i żebracy, czyli będący już “jedną nogą” w zaświatach. Dziadowie na uczcie reprezentują Welesa, który jest głównym psychopomposem czyli przeprowadzaczem dusz z zaświatów podziemnych do zaświatów górnych, Wyraju, z których mogli oni powrócić na ziemię wraz z ptakami i nowym życiem. Były to święta indywidualne żywi prosili dziadów żeby imiennie wzywali zmarłych na ucztę ,która miała ich zaopatrzyć w energię potrzebną do udania się do Wyraju. W tę noc okna i drzwi musiały być otwarte, na podhalu drzwi nie zamykano na skobel, poczęstunek dla przodków można było też umieścić w piecu który stanowił centrum domu. Pozostali członkowie społeczności przygotowywali ucztę, w której nie uczestniczyli, a o zachodzie Słońca palili Ognie na miejscach pochówków. Palono ognie bo świec w tym czasie jeszcze nie znano. Czas rozpalania Ogni nie był przypadkowy, również o zachodzie słońca odbywało się rozpalanie stosu pogrzebowego aby zmarły mógł wraz ze słońcem udać się do krainy Welesa . Tak więc ci zmarli którzy pozostawali jeszcze Świętym Gaju (gaj-od starosłowiańskiego goit -miejsce gdzie dusze się goją) mogli udać się do dolnych zaświatów, Nawi.