Głuchołaskie opowieści – party version

Ta historia mogła się przydarzyć każdemu…

Dawno, dawno temu, pewien młodzieniec (osesek?) zapałał wielką i niespełnioną miłością do maszyny.
Maszyna nie odwzajemniała mu uśmiechów i czułego gładzenia po obudowie, zatem postanowił posiąść ją za pieniądze. Składał złotówkę do złotówki, by za te złotówki zakupić bonów, a za bony, w enklawie luksusu zwanej Pewexem, otrzymać do rąk upragniony obiekt westchnień. Z tekturowym pudłem pod kurtką (a był to marzec), wbiegł do swojego mieszkania na czwartym piętrze bloku komunalnego nr. 15ście, by z drżeniem wyjąć na światło dzienne senne marzenie młodzieńczej niespokojnej głowy.
I tak na jego biurku stanęło Atari 65XE. Lata mijały, Atari przechodziło różne etapy jego zapędów, młodzieniec niby wydoroślał, ale nadal z nostalgią i sentymentem spoglądał na starzejącą się maszynę. Przez lata doszło do niej wiele przeróbek, udoskonaleń i Atari mimo sędziwego wieku nadal mu wiernie służy, spoczywając na zaszczytnym miejscu jego biurka.

Ci, którzy z zażenowaniem drapią się po głowie i mruczą do ekranu ‘o co chodzi?’, pewnie nie pamiętają tych czasów, ani tych wspaniałych maszyn. Jednak, sporo osób pamięta i chętnie, a wręcz entuzjastycznie stara się podtrzymywać płomień starych fascynacji. Tak było i tego roku na zlocie miłośników Atari (wersji 8-mio i 16-sto bitowej). Można powiedzieć, że to nowa świecka tradycja. Po serii udanych (więcej lub mniej) imprez Quast Party, z nowym wiekiem nastały czasy Głuchołazów. Tegoroczna, trzecia edycja zlotu, miała miejsce… W dniach 25-27 lipca, w Głuchołazach (‘ooo’ mrukną zaczytani).

Moja wędrówka w kierunku tego typu imprez od paru lat przebiega niezmiennie – udaję się do Katowic, gdzie na miejscu załapuję się na ostatni wyjeżdżający na party samochód. Tego roku samochód prowadziła Dzielna Małżonka kolegi Bobera, bo kolega Bober chciał mieć wolne ręce, aby prowadzić ze mną ożywioną dysputę na tematy ważne i na czasie. Jednak z rozrzewieniem wspominaliśmy podróże pociągami (o scenowcach, którzy podróżowali koleją), lecz z wiekiem rosną wymagania co do wygody przynależnej stanowi. Jak postanowiliśmy, tak też dojechaliśmy.

Samo miejsce zlot tego roku wypadło w innej szkole, niż poprzednio – i za to można, a wręcz należy pochwalić Ryśka Organizatora. Nowe miejsce jest bardziej na uboczu, przez co mniej denerwowaliśmy ludność tubylczą dźwiękami z głośników (blip, blip, click clicketty clonk). Ceną za odosobnienie było oddalenie placówek gastronomicznych, lecz z kolei, pod ręką było chwalone schronisko, gdzie można było przenocować. W samej szkole też było mnóstwo miejsca do spania, czynne ubikacje a nawet prysznice. Nasza grupa podróżników, w tym i moja osoba, wybrała jednak na nocleg położony nieopodal relikt PRL’owskiej myśli wypoczynkowej o wdzięcznej nazwie Opawa. Obiekt nie tani, nie luksusowy, lecz spełniający podstawowe wymogi. Minusy – brak czajnika w pokoju, plusy – pokój był i miał łazienkę z prysznicem. Ale co tam zaplecze, w końcu przyjechało się tu w celach innych.

Na te dni wielu z nas przeobraziło się w artystów-programistów, artystów-grafików, artystów-muzyków i artystów bez przydziału. Artyści, wiadomo, słyną z tego, że się nie myją, piją i nie chodzą spać. Tak było zawsze, nie mogło być tego roku inaczej. Może przesadzam, bo wiele z osób to już poważni ojcowie, matki i autorytety rodzin, lecz duch w tej społeczności nie zanikł. Pierwszy kontakt z party place, to niemal opustoszała sala gimnastyczna i dwóch osobników zgarbionych nad laptopem. Jak się miało później okazać, dla jednego z nich to było miejsce na całe dwa dni, bo TDC dzielnie stawał w szranki z zawiłościami kodowania w Action!, psikusami czynionymi przez oprogramowanie firmy MS i podatnością swego organizmu na sen. Wszystko w celu zlinkowania produktu końcowego przez upływem deadline’u.

Natomiast pozostali z przybyłych odświeżali stare znajomości, uzupełniali zasoby witamin, tudzież kalorii, kompletowali sprzęt potrzebne do spędzenia nocy. W naszym wykonaniu piątkowy wieczór skupił się głównie na poszukiwaniu sklepu, unikaniu deszczu, oraz odnalezieniu drogi do nieocenionej pizzeri, którą znaliśmy z poprzednich zlotów. Wynikła też pierwsza konsternacja związana z nocowaniem poza party place. Zwykle, uczestniczyło się, lub próbowało się uczestniczyć w nocnych/rannych rozmowach, ogólnej integracji, uchu ani oku nie umknął żaden ze smaczków dziejących się na miejscu. Tego roku od godziny 00.10 do 5.30 w moim przypadku pojawiła się luka w pamięci. Po prostu poszedłem spać.

Wnikliwi podejrzliwie zerkną na godzinę 5.30. Co miałbym o 5.30 robić. Na party place pusto i wiatr wygrywa smętną melodię na gwintach butelek różnego kalibru. A ja wstałem, pozbierałem aparat foto i polazłem w stronę głuchołaskich atrakcji turystycznych o nazwie Góra Chrobrego. Utytłałem sobie zamszowe trzewiki w tym marszu na przełaj przez las, parę razy śliznąłem się niezgorzej na mokrym kamieniu (buty niemal kościołowe nie nadają się do takich eskapad), strzelali z oddali myśliwi, mam nadzieję, że nie do mnie. Ale uwieczniłem kawał genialnego lasu w genialnych warunkach pogodowych. Na przedpołudnie dotarłem z powrotem do cywilizacji, gdzie wszystko powoli budziło się do życia. I cykl rozpoczął się od nowa – party place – znajomi – jedzenie – party place – oddanie prac na konkurs – jedzenie – oczekiwanie na kompoty.

Otóż to, kompoty. Tego roku ilość prac naprawdę dopisała – pojawiły się cztery (a nawet pięć) dema, dwa intra, cztery muzyki i dużo grafik. Jeden flash pozakonkursowy, dwa (trzy?) covery na cover compo i wszystko by było ok, gdyby jak co roku, nie brakło dla niektórych votek (klęska urodzaju – dopisała frekwencja i na zlocie było, na oko – jakieś 60 – 70 osób). Z powodu ilości prac, naprawdę działo się, oj działo sobotniego wieczora. Poczekaliśmy aż zajdzie słoneczko i dawaj.

Poziom music compo, w którym nieskromnie uczestniczyłem? Cóż, bywało lepiej, a na pewno więcej prac. Ogólnie bez rewelacji. Zapomniałem powiedzieć Pinokiowi, że moja muza gra w mono i mój kawałek słyszała połowa sali z jednej kolumny. To pewnie oni mi dali jakieś punkty 🙂

Poziom grafik, trzeba przyznać, mógł się podobać. Niezmiennie prym wiódł Powrooz, ze swoim już rozpoznawalnym stylem. Zaskoczył mnie autor pracy na którą głosowałem jako na drugą, a to dlatego, że byłem święcie przekonany, że to grafika Dely’ego. Ten jednak zakpił sobie z nas srodze tego roku, nie rysując nic, a grafikę z liskami popełnił Kaz. Na uwagę zasługują też prace Kozycy, wyrysowane całkiem zgrabnie, jednak zgubione przez słabo rozplanowane i widoczne aż za bardzo przerwania DLI.

Intra. Były dwa, w jednym zaprezentował możliwości TurboBasic’a Grzybson, a w drugim, w 1K MaPa i koledzy upchnęli fajne i kolorowe kulki.

Dema to najbardziej oczekiwania część programu. Nie ma się co dziwić, że i tym razem publika kręciła się na taboretach, oczekując na kulminację. Dem jak wspomniałem było cztery, a nawet pięć. A to dlatego, że w ferworze wyświetlania prac, slideshow popełniony przez Kaza, został umieszczony w paśmie konkursowym. Po party/wynikach się zreflektowano jednak, i ostatecznie przekazano wyniki dla czterech pozostałych dem.

Animkomials zaprezentowało w WTF wariacje na tematy sobie znane i lubiane. Zasadniczo, było kolorowo, muzycznie, jednak brakło polotu i elementów którymi zaskakiwali publikę we wcześniejszych produkcjach.

Zaskoczeniem była produkcja MR6502 ze stajni Blowjobb, za sprawą Śmigła, który zadebiutował jako koder. Nieco aniemiczne przełączanie niezłych efektów, spowolniło odbiór całości, jednak należą się brawa za debiut i można pokładać nadzieję w przyszłe, lepsze i mocniejsze prace.

M.E.C. ze swoim Unfused to czarny koń imprezy. Grupa na ostatnich dwóch party wystawiła dema (Głuchołazy 2007 i Forever 2008) i pewnie każdy po cichu liczył, że nie dadzą rady. A jednak. Zrobiliśmy, złożyliśmy, zdążyliśmy. Swój udział w tym demie określam jako support w zakresie muzyki i designu, oraz jednego loga. Całość zakodował Bober. Jako nośnika przekazu użyliśmy po raz kolejny trybu tekstowego i literek (nuda?). Demo działa na 64KB.

A na koniec rodzynek w postaci Pure od LaResistance. Pr0be po raz kolejny udowodnił, że wie o co chodzi w tych klockach i pokazał efekty może i znane, jednak ślicznie wykonane i ładnie się poruszające. I co ważne – w kolorach. Smucić może jedynie fakt szczątkowego designu, a raczej braku przejść między efektami, które są wyświetlane na zasadzie – efekt – blank – efekt – blank – efekt. Ale przynajmniej dzięki temu Pr0be ma jeszcze wielkie pole do popisu. Co dodatkowo cieszy – demo to w zasadzie 12sto kilobajtowe intro, działające na 64KB podstawowej pamięci.

A potem nastąpiła wrzawa, oklaski, wrzaski, śpiewy, liczenie, przechodzenie, przeliczanie, wywoływanie, nawoływanie, generalnie – rozgardiasz. W tym całym zamieszaniu tylko Vasco zamroczony słodkim winem, sączył kolejną edycję butelki tegoż napitku.

Po ogłoszeniu wyników (co nastąpiło w okolicach godziny 2.30 – 3.00 w nocy), pozbieraliśmy nasze graty i powędrowaliśmy do noclegowni, podczas, gdy pozostała cześć partyzantów szykowała się na ognisko. Rano wcześnie pobudka – i w drogę powrotną. Ci ze Śląska znowu mieli lepiej ode mnie, bo od 12stej siedzieli w domach, podczas gdy ja na 18stą dowlokłem się do swojej mieściny.

‘Za co cenisz imprezę i które osiągnięcia party najbardziej wpływają na twoją świadomość w określeniu wartości spotkania’

Kto nie jeździł na takie zloty, nie zrozumie. Party było jednym z lepszych od dłuższego czasu – lepsza lokalizacja, przede wszystkim większa ilość prac w demo compo, przyjazna okolica, doskonałe zaplecze, doskonali ludzie. Z powodu takiego, że coraz więcej ludzi przyjeżdza z żonami/sympatiami, impreza nabiera charakteru sielankowo-familijno-turystycznego. Odwiedzane są atrakcje regionu, knajpy, prowadzone są dysputy na tematy ogólne. Widok osób w zacietrzewieniu tłukących na party w klawiaturę komputera powoli odchodzi do lamusa (poza TDC, który się zawziął). Rysiek Organizator zapowiedział, że dyrekcja szkoły za rok też by nas chętnie tam widziała (a to ci dopiero). Więc pewnie i za rok odwiedzę tamte strony.

Po party kontrowersje wzbudziło nieupublicznienie dem Pure i MR6502 (z powodu, że nie były najzwyczajniej dopieszczone do końca). Narzekającym polecam wykonywać tyle samo wzdychań i narzekań, gdy nie ma żadnych prac na konkursy. Demo Pure jest już dostępne na serwerach w wersji finalnej.

Całość stuffu ze zlotu.

Wyniki i inne zajawki

Demo compo:

1. Pure / LaResistance
2. Unfused / MEC
3. MR6502 / Blowjobb
4. WTF / Animkomials

Music Compo:

1. Who knows – Raster / CPU
2. Bazaltowy Rzezimieszek – Yerzmyey / H-PRG
.. Bug in the mug – Dhor / MEC
.. Przyjacielska rada – Lisu

Graphics Compo:

1. Tempting – Powrooz / LaResistance
2. Atari z ojca na syna – Kaz
.. Beerix – Raster / CPU
.. Escape from Zion – Kozyca / Samar
.. Love is undead – Kozyca / Samar
.. Major Nemos – Kaz

Intro Compo:

1. Crossover – MaPa + PG + Raster
2. Grzybson Intro 7 – Grzybson

Music Cover Compo:

1. m4700rK4 – Epi/Tristesse
2. Flimbo`s Quest – Miker/Blowjobb/New Generation

Grafiki

Tempting – Powrooz / LaResistance

Atari z ojca na syna – Kaz

Beerix – Raster / CPU

Escape from Zion – Kozyca / Samar

Dema

Pure by LaResistence (lubisz to demo? daj temu wyraz w komentarzu na pouet.net)

httpv://youtube.com/watch?v=7WKeAMj6oRE

Unfused by M.E.C. (utożsamiasz się z tym demem? okaż to w komentarzu na pouet.net)

httpv://youtube.com/watch?v=tWZ_RkIXkik

Zdjęcia

Zdjęcia (sorry, mało wyszło, bo mi jedyny aku padł po wojażach w lasach).

Autor tego opisu chciał podziękować osobom, które poświęciły swój czas i zebrały na swoich stronach materiały związane z tym party, a w szczególności – Dely z atariarea.krap.pl, za wyniki compo. Kaz z atarionline.pl za zrzut dem do avi i wrzutkę na youtube. Fandal z atari.fandal.cz za często uaktualniany katalog produkcji atarowskich.