przystajnik

Monthly Archives: Lipiec 2009

Finalny RawTherapee 2.4

Po wydaniu dwóch wersji Release Candidate, długo trzymano nas w niepewności. Ale koniec końców, dziś została upubliczniona finalna wersja RawTherapee 2.4.

Opóźnienie wynikło z konieczności znalezienia paru błędów (choćby w obsłudze świateł/cieni), czemu stanął naprzeciw odwieczny brak czasu.

Z deklarowanych nowości:

Changelog (from v2.3):

* Exif/IPTC support
* Theme switching
* Improved GUI layout
* Improved filebrowser
o Ranking support
o Basic file operations possible (delete, remove, rename)
o Filtering based on Exif data
o Configurable thumbnail caching
o Live thumbnails (showing the images in the processed state)
o Resizable thumbnails
o Configurable thumbnail layout (left – right, top – down)
* Basic batch processing
o Controllable workqueue
o Copy/Paste processing profiles (or only parts of them)
o Direct sending of images to the workqueue
* Improved auto-exposure and spot white balance
* „Send to Editor” feature (Gimp, Photoshop, custom editor)

I zapowiedziana została już wersja 2.5 (testowa), ze zmienionym GUI oraz znacznie rozbudowaną obróbką wsadową.

Plik pobieramy z linka podanego wyżej – wersja dla Linuksa, Windowsa.

Dobre rady PowerTOP’a

Znacie program PowerTOP? Jeśli znacie, to pewnie zdarzały się wam przemyślenia nad tym, jak wykorzystać jego porady nt. oszczędności energii w Waszych laptopach (i nie tylko). Pokrótce – program analizuje i określa które procesy i jakie ustawienia pożerają najwięcej energii z cennej baterii.

W większości przypadków, PowerTOP pokazuje gotowe polecenie, które wystarczy wkleić w terminal (albo użyć skrótu klawiszowego). Jeśli zatem zebrać w jeden skrypt te wszystkie polecenia, otrzymamy gotowca, który w momencie przejścia na zasilanie bateryjne, wyłączy nam parę zbędnych udogodnień, co zaowocuje dłuższą żywotnością baterii.

Skrupulatnie zatem wynotowałem sobie, co rzeczony program mi podpowiedział, utworzyłem sobie plik 20-energy.sh (dlaczego taka nazwa, o tym za chwilę). I tam wkleiłem:

#!/bin/bash
echo 5 > /sys/bus/pci/drivers/iwl3945/0000:03:00.0/power_level
# usbcore.autosuspend=1 to the kernel command line in the grub config
for i in `find /sys -name autosuspend -exec echo {} \;` ; do echo „1” > $i ; done
echo 1500 > /proc/sys/vm/dirty_writeback_centisecs
echo min_power > /sys/class/scsi_host/host0/link_power_management_policy
/usr/bin/hal-disable-polling –device /dev/cdrom

UWAGA, te polecenia są przydatne w przypadku mojego laptopa. Wy użyjcie tego, co uruchomiony PowerTOP podpowie.

Powyższy skrypt włącza tryb oszczędzania energii przez kartę wifi, włącza autosuspend portów usb, przełącza jakieś zasilania, wyłącza automagiczną obsługę DVD/CDROM, itp.

I teraz mamy dwa rozwiązania – albo niech ten skrypt się uruchamia przy starcie komputera (uwaga na wyłączenie funkcjonalności wykrywania płyt w DVD/CDROM i innych udogodnień), albo niech uruchomia się w trakcie przejścia na baterię. Wybrałem drugi sposób i aby to zadziałało, wrzuciłem stworzony plik do katalogu /etc/acpi/battery.d/ (stąd ta nazwa). Nadałem mu prawa skryptu wykonywalnego – sudo chmod a+x /etc/acpi/battery.d/20-energy.sh. I tyle.

A osoby z zacięciem mogą stworzyć skrypt, który po przełączeniu się na zasilanie stałe, włączy z powrotem próbkowanie w poszukiwaniu nośnika i inne opcje, które wyłączyliśmy.

Szczypta luksusu

Szary motyw GTK, listwa przy oknach z wyraźnymi przyciskami (żeby było łatwiej wycelować myszką), dwa panele – szare. Tak pokrótce wygląda stanowisko pracy ascety stylistycznego. Zasada ‚najprościej jak się da, bez wodotrysków’ tak we mnie wsiąkła, że Compiza oglądałem tylko na Youtube (na pewno częściej, niż na pulpicie).

A jakby tak sobie liznąć trochę wyuzdanego luksusu. W końcu, mój laptop moc słuszną ma, kartę graficzną też, pamięci, dziękuję, jeszcze nie brakuje. Można by mu rozruszać skostniałe zasoby, a i człowiek nieco by się wyrwał z niewoli przyzwyczajeń.

Na początek zmieniłem tapetę. Ciężka sprawa, jak się ma tony zdjęć plenerowych na dysku. Ale to była tylko rozgrzewka. Generalnie, koncept pojawił się taki – po co dwa panele, wyrzucę jeden. Laptop ma ekran szerszy lecz niższy, zatem oszczędność w zużywanych na panele pikselach wertykalnych, pozwoli uzyskać więcej przestrzeni roboczej. I w rytmie napływających pomysłów, jeden z paneli został usunięty. Pojawił się problem – gdyż zmieścić dwa panele na jednym jest ciężko. Albo trzeba by zrezygnować z kilku plugin’ów, albo wrócić do poprzednich ustawień.

I w tym momencie na scenę wkracza skrzący się cekinami przepych. Jest mianowicie taki projekt jak Cairo-dock. Taki nowoczesny, przeźroczysty, animowany i tylko twórcy wiedzą, co jeszcze potrafiący pseudo-panel. W paru zgrabnych posunięciach udało mi się go ustawić pod swoje wymagania. Mianowicie:

– na panelu umieszczone są aktywatory programów,
– panel sam się chowa i pojawia (po najechaniu nań myszką),

Z innych przypadłości warto zauważyć, że:

– łatwo dało się wyłączyć zbędne animacje,
– łatwo można zmienić temat,
– zbytnio się nie wysypuje (graficznie) ani nie informuje o błędach,

Cały ambaras polega na tym, aby dock nie był nachalny – mi udało się to uzyskać poprzez ustawienie:

– Behaviour:
-> Position -> Distance to screen edge’s -> 0
-> Acessibility -> Activate Auto Hide -> zaznaczyć
-> Taskbar -> Show the current applications -> odznaczyć
-> System -> Animate the dock when auto-hiding -> odznaczyć

– Appearance:
-> Size of callback zone -> 1024 x 14
-> Animated icons -> odznaczyć
-> Ilussion -> odznaczyć

Jednak, dla każdego tematu mogą być na starcie pozaznaczane inne opcje. Ja dostosowywałem do swoich potrzeb Tux_n_Tosh. Program posiada multum przełączników i kontrolek, niestety, wszystko jeszcze po angielsku. Na pewno każdy będzie go mógł dostosować do swoich wymagań. Prawoklik na docku prowadzi nas do wyboru możliwości konfigurowania programu, wyboru tematu, dodania aktywatora bądź konfiguracja istniejącego. Da się to ogarnąć, bo w Compizie się najzwyczajniej gubiłem.

Niestety, trzeba pożegnać około 40-70 MB pamięci RAM. Dlatego Cairo-dock’a można używać, jak owej pamięci ma się w nadmiarze. Ale za to człowiek może się poczuć na czele pochodu nowoczesności, triumfalnie i widowiskowo umilającej zabawy w ‚jest – nie ma’.
I nie można zaprzeczyć, że jednak na pulpicie robi się więcej miejsca.

2009-07-12_empty

Cairo-Dock ukryty

2009-07-12_dock

Cairo-Dock nie ukryty

I jeszcze, skąd można wziąć ten program. Oczywiście, z repozytoriów (Ubuntu 9.04). Jednak, w oficjalnych jest starsza wersja, nowa jest możliwa do zainstalowania po dodaniu do /etc/apt/sources.list:

deb http://repository.cairo-dock.org/ubuntu jaunty cairo-dock

6.06 w stanie spoczynku

Prawie trzy lata temu, dokładnie 1szego czerwca 2006 roku, światu zostało objawione nowe wydanie Ubuntu. Było to pierwsze wydanie objęte terminem LTS – z długoterminowym wsparciem technicznym.

Dlaczego wspominam to wydanie? Otóż, 14stego lipca 2008 roku, kończy się okres wsparcia dla Ubuntu Dapper Drake 6.06 w wersji biurkowej (wersja serwerowa będzie aktualizowana do 2011 roku). Nie będą się ukazywały poprawki bezpieczeństwa i zalecana jest aktualizacja do obecnego wydania LTS – Ubuntu 8.04.

Zapewne wielu z nas zaczynało od 6.06 swoją przygodę z Ubuntu (a nawet, w tym i ja, od wersji 5.04). Kawał historii za nami…

The PEN story

Lustrzanka bez lustra, czy też kompakt z wymienną optyką. Jak zwał, tak zwał, ale Olympus EP-1 jako pierwszy aparat Olympusa w systemie m4/3 dla mnie wygląda świetnie. Stylistycznie nawiązuje do legendarnego Olympusa Pen, posiada stabilizację, podgląd na żywo, możliwość nagrywania filmów, wymienną optykę, filtry artystyczne, działa na karty SD, proponuje jakość obrazowania niemal jak lustrzanka (a wręcz taką samą), jest mały, zręczny i poręczny.

Jak zareklamować taki produkt? Najlepiej, używając go, np. w ten sposób:

httpv://www.youtube.com/watch?v=m9Et7UQh1tg

Aparat, którego używają ludzie.

Odnowa

Gdy w sieci pojawiły się informacje na temat ruchu, jaki planują wykonać władze Jaworzna, rozbłysło światełko w tunelu. Wdrożyć wolne oprogramowanie na taką skalę, w tylu pracowaniach komputerowych na raz? W naszym kraju to ewenement (27 szkół, 553 komputery). Zarówno w skali przedsięwzięcia, jak też koncepcji wyrwania się z szablonu – bo migracja dotyczy kompleksowego zainstalowania Linuksa.

Ale w tym całym szumie medialnym pojawiły się i głosy sceptyczne. Typowo dla naszej nacji, wiele osób zwróciło uwagę tylko na problematyczne aspekty tej zmiany. A problemów upatruje się w tym, co wnosi wdrożenie Linuksa – zmianą przyzwyczajeń, pokazaniu innych możliwości, przeciwstawienie się cichemu zezwoleniu na piractwo komputerowe, szansą na oszczędności. Głosy krytyki opierają się głównie o stwierdzenie, jakoby nowe rozwiązanie miało wypromować informatycznych analfabetów (jak gdyby obecnie było inaczej). Drugi zarzut, to mizerność oszczędności – wszak Microsoft oferuje doskonałe promocje i zakupy pakietów oprogramowania.

Jak to jest z tym analfabetyzmem komputerowym. Tak po prawdzie, jak ktoś jest na bakier z techniką, to i po kursie komputerowym będzie miał problem z włączeniem komputera, a co dopiero z obsługą programów. W szkoła poza tym, nie uczy się obsługi specjalistycznego oprogramowania przemysłowego, na kurs którego i tak większość przedsiębiorstw kieruje pracowników we własnym zakresie. Szkołą uczy podstaw obsługi komputera i systemu operacyjnego, arkusza kalkulacyjnego, edytora tekstów. Co ważne, nauka w innym środowisku, niż to w którym młodzi adepci okrzepli na co dzień (komputer w domu), może zlikwidować problem odtwórczego klikania w ikonki i zmusi do zrozumienia niektórych faktów obecnych w systemach operacyjnych od wielu lat. Rozumienie, dlaczego coś się robi, a nie klikanie za każdym razem we wskazane miejsce na ekranie, jest oczywistym postępem, gdyż w obliczu nowego programu/systemu, każdy będzie potrafił przeprowadzić analityczne zorientowanie się w nowej sytuacji.

Poza tym, przymuszanie całych rzesz młodych ludzi do użytkowania jednego i słusznego rozwiązania, bo ‚taki jest standard’, prowadzi do tego, że standard się utwierdza, a taki Linux to nisza, ‚bo nikt tego nie używa’. Bo nikt nikomu od czasów szkoły nie wspomniał o takiej możliwości. Więc co mają instalować na swoich komputerach firmy, przedsiębiorstwa, skoro napływającej świeżej, nowej kadrze, wystaje z kieszeni darmowy (fundowany na koszt państwa) certyfikat sprawności Microsoftu. Ten sam ciąg rozumowania determinuje powstawanie oprogramowania – kto będzie pisał soft dla Linuksa, jeżeli firmy otrzymują od państwa pracowników z ukierunkowanym sposobem obsługi systemu i oprogramowania na komputerze.

Mizerność oszczędności to też kiepski argument. Jakby na to nie patrzeć, na produkty Microsoftu wciąż są potrzebne jakieś pieniądze. Te pieniążki można przeznaczyć choćby na odmalowanie korytarzy w szatni. Albo dokupienie pamięci do komputerów. Czy inne, ciekawsze sprawy, które są nieodzowne w funkcjonowaniu szkoły.

Jednak w tej całej euforii są szpilki, które mogą dotkliwie pokaleczyć entuzjastów. Bo dlaczego, za każdym razem gdy słyszy się o wielkiej migracji na wolne oprogramowanie (a to urzędy ościennych państw, itp), po jakimś czasie brak doniesień o triumfie tego rozwiązania? Zwykle, tempo migracji albo się wytraca, albo zawraca, albo wygląda mizernie.

Bo nie wolno się oszukiwać. Argument, jakoby wolne oprogramowanie pozwoliło przedłużyć żywotność starych komputerów, nie jest prawdziwy. O ile, poza zniechęcaniem do konsoli, chcemy pokazać młodzieży coś więcej. Na komputerze na którym działał Windows 98, nowa dystrybucja Linuksa też nie będzie funkcjonowała w pełnym wymiarze. Owszem, wymagania są mniejsze, ale nowe dystrybucje wymagają jednak nowszego sprzętu, niż 128MB i procesor 700MHz. Tu wkraczają pieniążki zaoszczędzone na oprogramowaniu – można za nie podreperować niektóre maszyny. Ale te, dla których zegar postępu wybił ostatnią godzinę już dawno temu, muszą przepaść, bo tylko będą straszyć uczniów połowicznymi rozwiązaniami.

Druga sprawa, to kadra. Ktoś, kto całe życie był uczony na innym systemie, nie będzie sprawnie wdrażał wiedzy nt. Linuksa, którego poznał na dwudniowym kursie przygotowawczym. Tu też trzeba przekroczyć punkt krytyczny. Bez nauczycieli, którzy mają Linuksa we krwi (obsługę, nie fanatyzm), lekcje będę mizerne, kulawe, oparte o ciągłą walkę z problemami.

Kolejna przeszkoda, to mogą być sami uczniowie i rodzice. Nudny materiał, podany w nudny sposób (błe, na Linuksie nie działa Żużel ani Małysz), utwierdzi Linuksa na pozycji systemu dla zgredów. Chwilą ulgi będzie powrót do domu, gdzie w pieleszach Windowsa 7 będzie można pograć w Quake XII. Rodzice mogą mieć obiekcje, bo ‚syn potrzebuje do nauki jakiegoś Linuksa, a jak to zainstalować?’.

Przykłady plusów i minusów można mnożyć, dwoić i troić. Niemniej, ktoś kto nie powie A, nigdy nie będzie w stanie powiedzieć B. Dla wyrwania się spod płaszczyka protekcji płatnego oprogramowania, konieczny jest pierwszy krok. Miejsce na ten krok jest nigdzie indziej, jak właśnie w szkołach. Bez ludzi, którzy będą się legitymowali podstawową znajomością Linuksa i wolnych programów, nikt masowo nie zacznie stosować tych rozwiązań. I dlatego inicjatywie Jaworzna będę dopingował.

Translate »