przystajnik

Monthly Archives: Czerwiec 2009

Szybciej, więcej, lepiej

Taki właśnie jest według zapewnień twórców nowy Firefox 3.5.

Z nowości mających poprawić wydajność, to przede wszystkim nowy silnik (Tracemonkey) do przetwarzania JavaScript (dwa razy szybciej), natywne wsparcie dla Theora oraz obsługa HTML5. Z ułatwień – pojawił się tryb porno (anonimowość w sieci), wsparcie geolokacji.

Będzie dobrze (wiele czworonogów zawieszono na Firefoksie z racji jego prędkości), teraz tylko czekać aż się program w repozytoriach pojawi.

Jak Jaunty spotkał najnowsze sterowniki Nvidii

Wpis ten dedykuję wszystkim osobom, które z przekrwionym uporem w oczach próbują podnieść swoje umiejętności i przejść z poziomu Zwykłego Użytkownika na poziom Guru Od Kompilacji Sterowników (lans +150). Samo zdobywanie wiedzy nt. kompilacji nie jest złe, ale jest to hobby nie do zaakceptowania, gdy staje w poprzek codziennego, normalnego uruchomienia komputera. Szczególnie dla naszych domowników. Nikt wszak nie lubi narzekań Xorg’a, że nie może odpalić trybu graficznego.

Zawiodą się niestety wszyscy Ci, którzy w wygodnych fotelach i z kubełkiem kawy, oczekują na setki soczystych akapitów, opiewających żeglugę po opcjach kompilatora i innych sztuczkach, zmierzających w kulminacji do otrzymania upragnionego pliku nvidia.ko (i pochodnych). Z przybywającym wiekiem (siłą rzeczy) i tkanką tłuszczową (siłą woli), człowiek robi się po prostu wygodny i wtedy dobrze jest znać proste receptury na proste sprawy.

Mamy XXI wiek i w niepamięć powoli odchodzi wizerunek zgarbionej garstki hackerów linuksowych, kompilujących co się da i dla udowodnienia, że jednak się da. Teraz czarną robotę odwalają wykwalifikowani w tym miłośnicy, a efekty ich pracy możemy podziwiać choćby w PPA, moich ulubionych ostatnimi czasy. Jak wiadomo, Ubuntu Jaunty w oficjalnych repozytoriach posiada sterowniki w wersji 180.44 – mowa oczywiście o sterownikach dla wciąż wspieranych nowszych kart. A jeśli ktoś ‚musi’ mieć najnowsze i najlepsze (w tym przypadku 185.18.14)?

Wtedy dodaje sobie do /etc/apt/sources.list:

(UWAGA – jeżeli nie posiadasz sterowników Nvidii instalowanych w normalny sposób z repozytoriów i system twój jest skażony różnymi próbami, kompilacjami z *.run, itp – zostałeś ostrzeżony, niekoniecznie wszystko pójdzie jak przewidział autor)

# nvidia 185.18
deb http://ppa.launchpad.net/thefirstm/ppa/ubuntu jaunty main

Wykonuje:

sudo apt-get update
sudo apt-get upgrade

I po resecie (jakie to nieprofesjonalne) systemu posiada najnowsze sterowniki Nvidii. Prosto, wygodnie, i ileż kalorii zaoszczędzonych.

ctrl+alt+bcksp – i komu to przeszkadzało

Co zrobić, gdy pod Linuksem środowisko graficzne na wskutek niecnych knowań użytkownika odmówi posłuszeństwa? Odwieczna reguła uproszczonego rozwiązywania problemów nad którymi czasem jakiś proces potrafi się zamyślić, jest banalna. Za pomocą ctrl+alt+backspace zresetować środowisko – lecz nie cały komputer. Resetowanie sprzętowe całego komputera jest nieprofesjonalne.

Rzadko używam tego skrótu, ale jakie było moje zdziwienie, gdy ostatnio na moim laptopowym Jauntym wdusiłem rzeczoną kombinację by uciąć dyskusję z menadżerem okien, a tu nic się nie stało. Przed oczyma stanął mi obraz nieszczęść idących parami, najpierw okna, teraz klawiatura, a co potem… Ale przypomniałem sobie, że coś gdzieś ktoś kiedyś wspominał o owym skrócie klawiszowym, że był a już go nie ma, itp. Sprawdziłem i faktycznie, domyślnie jest on już zablokowany. I komu to przeszkadzało?

Na przywrócenie tego bicza na niepokorne środowisko, metody są dwie.

Pierwsza, jeżeli ktoś ma awersję do edytowania xorg.conf:

sudo apt-get install dontzap
sudo dontzap --disable
sudo apt-get remove dontzap

Ten prosty programik nie robi nic magicznego, ot, dodaje do xorg.conf odpowiedni wpis (jeżeli nie usuniemy dontzap, komendą sudo dontzap –enable przywrócimy blokadę skrótu).

Druga metoda dla lubiących przeglądać xorg.conf. Dodajemy tam wpis:

Section “ServerFlags”
Option “DontZap” “false”
EndSection

I po przelogowaniu dysponujemy naszym ulubionym skrótem klawiszowym na powrót. Gotowym do użycia raz na pół roku.

A poza tym, ciekawią mnie intencje tego ‚zabezpieczenia’. Czy faktycznie rzekomym powodem jest ochrona użytkownika przed losowym i przypadkowym naciśnięciem tej kombinacji? O wiele przecież częściej można wcisnąć ctrl+alt+delete, a to jest bardziej destrukcyjne. Swoją drogą, nigdy nie wiem, kiedy i jak mi ctrl+alt+delete zadziała – zabije proces, czy zresetuje maszynę. Przed tym by mnie mógł ktoś ochronić.

Powiadomienia w XFCE 4.6

Wiele szumu ostatnio spowodowała reklama nowego systemu powiadomień w Ubuntu. To te takie prostokąciki pojawiające się w najmniej oczekiwanym momencie w najmniej spodziewanym miejscu. Jaunty i owszem, nowe, ładne powiadomienia ma, ale podążając ścieżką zwykłego klikacza – nigdzie w systemie nic odnośnie konfiguracji tegoż znaleźć nie można. Są one na dodatek niejako zintegrowane i przypisane do Gnome (choć w innym środowisku też zadziałają, ale na to gwarancji już nie ma).

A na boku, istnieje sobie XFCE, które nie tak dawno debiutowało w wersji 4.6. Mało jednak kto wie, że to środowisko dysponuje swoim ‚systemem’ powiadomień, który nie dość, że nie ustępuje wizualnie temu ‚rewolucyjnemu’ rozwiązaniu z Jauntego, to na dodatek jest w prosty sposób konfigurowalny.

Wszystko za sprawą pakietu xfce4-notifyd. Pakiet znajduje się w repozytoriach SIDa, a po jego zainstalowaniu (usunie oryginalnego notify-daemon’a) niewiele się wydarzy. Ale wystarczy wejść w ustawienia XFCE i znajdziemy tam nową ikonkę pozwalającą ustawić niektóre parametry nowych powiadomień – przeźroczystość, położenie, wygaszanie i temat graficzny. Poza tym, oczywiście, pełna zgodność ze specyfikacją freedesktop.org zapewniona.

notify2
notify1

Jak widać na powyższych, wygląda to nieźle. Dymki zamyka się najeżdżając nań myszką i klikając. Są konfigurowalne. Ustawiają się tam gdzie trzeba, względem paneli. Po raz kolejny okazuje się, że mniejszy może więcej – XFCE nadal jednak jest nieco mniej wymagające niż Gnome, a pod względem prostoty konfiguracji nieraz przerasta konkurenta.

PPA – zapomniane prawdy oczywiste

Nie to ma to jak łatwo i przyjemnie instalować programy z repozytoriów. To oczywisty fakt, któremu nikt nie zaprzeczy, a jedyni malkontenci to siedzący w koncie kącie pechowcy, którzy pogrążyli się w piekle zależności.

Ubuntu po świeżej instalacji otwiera przed nami wrota do bogatych zasobów oprogramowania w oficjalnych repozytoriach. Większości osób (gdy już nauczą się korzystać z Synaptica), to wystarczy. Są jednak niepokorne dusze, które wciąż szukają nieznanych aplikacji, czy też najnowszych wersji tych już zainstalowanych. I tu jawi się problem, bo o ile oficjalne repozytoria są bogate, to nie zawsze nadążają za zmianami (czy wręcz nie taka ich rola). A co pozostaje tym, którzy chcą więcej, lepiej i szybciej? Zwykle kończy się to na siermiężnej kompilacji programów ze źródeł, mnóstwie pytań, wątpliwości, błędów i problemów, by w ostateczności doprowadzić do zwątpienia, zniechęcenia i brzydkich wyrazów.

Ale często okazuje się, że niepotrzebnie. Wychodzi czasem na jaw, że ktoś już przygotował taką paczkę, skompilował, udostępnił, itp. Nie zawsze wiadomo jednak gdzie takiego wydania szukać – i to kolejna kłoda w postaci przekleństwa urodzaju zasobów internetowych.

A najprostsze rozwiązania są możliwe. Wystarczy przypomnieć sobie (lub uzmysłowić fakt istnienia) stronę http://launchpad.net. Cały urok tego miejsca polega na tym, co tam można znaleźć. A w zakresie nowego oprogramowania dla naszego systemu można znaleźć niemało. Bo czekają tam na nas wypełnione po brzegi prywatne repozytoria (Personal Package Archives) użytkowników Ubuntu, którzy postanowili ułatwić innym życie i przygotowali paczki programów które nie trafiły na oficjalne serwery, programów w nowszej wersji, sterowników, itp. Mało tego, jak wspomniałem wcześniej, wszystko jest zorganizowane w repozytoria, dlatego nie trzeba ręcznie pobierać (choć można) programu i wnikać jakie zależności są mu jeszcze potrzebne. Wystarczy odpowiedni wpis do /etc/apt/sources.list.

Skąd te wpisy wziąć i jak na Launchpadzie znaleźć te PPA? W nadmiarze znajdujących się tam informacji może to być kłopotliwe. A wszystko zaczyna się tutaj:

https://launchpad.net/ubuntu/+ppas

To podstrona z wyszukiwarką pakietów w PPA. Dzięki niej szybko i bezboleśnie można sprawdzić, czy to czego szukamy, jest już może przez kogoś przygotowane w paczce .deb.

Np. mamy chęć posiadania programu Audacious w wersji 2.0.1 (najnowszej). Wpisujemy w wyszukiwarce ‚audacious’, zatwierdzamy, udajemy się do pierwszego z brzegu wyniku (https://launchpad.net/~dupondje/+archive/ppa) i spoglądamy na listę paczek. I jest tam Audacious – 2.0.1. Pozostaje się ucieszyć oraz przygotować do zainstalowania, co ułatwi nam gotowiec znajdujący się pod nagłówkiem apt sources.list entries. Wybieramy swoją wersję Ubuntu, to co się nam pojawi poniżej kopiujemy do /etc/apt/sources.list i dalej instalujemy już jak zawsze.

Oczywiście trzeba być świadomym tego, że czasem można napotkać na problemy – te paczki zwykle są przetestowane tylko na systemie twórcy, a gdzie indziej mogą mieć odmienne zdanie co do faktu uruchomienia się (choć nie zaobserwowałem jak do tej pory).

I w ten sposób można wyrzucić do kosza kolejny mit o tytanicznym wysiłku, potrzebnym w Linuksie do instalowania nowszych programów, czy spoza oficjalnych serwerów.

Luksus wrogiem elastycznośc?

Akceptowałem domyślne Metacity w Gnome. Do czasu.

Do czasu, gdy zapragnąłem wrócić do prostoty i oszczędności w wydaniu Openbox’a.

Może samo Metacity i połączenie z Gnome nie jest problem, o ile problematyczne staje się usztywnienie zasad i reguł zarządzania środowiskiem pracy. A było to tak…

Ubuntu Jaunty 9.04 to jak przystało na kolejny krok w wydaniach tej dystrybucji, to solidny i skonsolidowany kawałek oprogramowania. Skonsolidowany jednak za mocno jak na moje przyzwyczajenia i ciągoty. Otóż prosta wymiana WM (menadżera okien) w Gnome, sprowadziła się do godzinnej dyskusji z Google, namiętnego ‚find’ w katalogach konfiguracyjnych i innych cudacznych wizji naprawy świata, których jako zwykły użytkownik, nigdy bym nie był świadom.

O co ta walka? A o to, aby podmienić w sesji Gnome Metacity szybkim i sprawnym Openbox’em. To nie jest trudne zadanie. To nie jest skomplikowana czynność (nie powinna być). We wcześniejszych wersjach, działała jak trzeba. Jednak, wspomniana konsolidacja i usztywnienie Jaunty’ego sprowadziła tę czynność do magii.

Wybór sesji Gnome/Openbox w menadżerze logownia (GDM)? Na nic (nawet po usunięciu z /usr/bin/openbox-gnome-session parametru –choose-session(…)). Zapis w Gnome sesji z uruchomionym ‚openbox –replace’? Połowiczny i nieskoordynowany. Próba ręcznej konfiguracji pliku sesji Gnome? Nielogiczny i nie do odgadnięcia.

Solucja? Wprowadziłem, koniec końców, do menu programów startowych kolejną pozycję – uruchamiającą komendę ‚openbox –replace’. Jednak, wcześniej startuje Metacity, a ja tracę mili/sekundy i nie podoba mi się to. A skorupa uniwersalności skutecznie broni dostęp do jakiegoś normalnego i logicznego rozwiązania.

Tego nie lubię i nie popieram.

I nie zgodzę się, że to wina twórców Openbox’a. W Gnome zmiany funkcji/bibliotek/parametrów/czegokolwiek postępują w tak chaotycznym tempie i kierunku, że trudno winić programistów oprogramowania zewnętrznego, że nie do końca podążają właściwą drogą. Potrzebne jest jakieś uspokojenie trendów zbaczania z raz wybranej drogi. I albo trzymamy się jakiegoś jednego utartego i jasno określonego standardu (LSB?), albo co chwilę odkrywamy Amerykę, gdy inni nadal twierdzą, że to Indie.

Translate »