przystajnik

Monthly Archives: Grudzień 2008

Słowo na święta

W tym miejscu i o tej porze roku, zwykle (jak wszędzie) powinny pojawić się życzenia świąteczne.

Jednak, zamiast prześcigać się w wymyślaniu i wyszukiwaniu coraz to bardziej durnych wierszyko-życzeń, obrazków z frajerem w czerwonym wdzianku, proponuję być na święta uśmiechniętym, wesołym, roztropnym, refleksyjnym.

Czego i Wam życzę.

GIMP 2.6 uszlachetniony

Każdy w zapale twórczym dociera w pewnym momencie do kresu możliwości używanego narzędzia czy programu. Niektórym taka okoliczność może przytrafić się przy użytkowaniu GIMP’a – na nic wtedy złorzeczenie i prośby, zaklęty w maszynę program jest niebłagany. A nasza wyobraźnia akurat wtedy zaczyna pracować na przyśpieszonych obrotach i podsuwać przed oczy coraz to śmielsze formy obróbki zdjęć czy grafik.

Gdyby nic nie dało się z tym zrobić, to bym tego wszystkiego nie pisał. Ale jest pewien sposób. I wcale niemęczący.

Otóż, uszlachetnimy GIMP’a dodatkowymi skryptami, w liczbie 94-ry. A konkretnie, wykorzystamy nowe wydanie Script-FUs, tym razem poprawione pod kątem wersji 2.6.

Skrypty znajdują się pod tym linkiem. Ściągniętą paczkę rozpakowujemy i zawartość katalogu (pliki *.scm) kopiujemy do katalogu ze skryptami GIMP’a (o tym poniżej).

UWAGA – aby uniknąć nadpisania ew. skryptów które już tam są (a nie jesteś pewien/pewna, czy tak się nie stanie), można te skrypty skopiować do katalogu ~/.gimp-2.6/scripts/. Wyjątkiem jest katalog Presets, który kopiujemy do ~/.gimp-2.6/gimpressionist/. Skrypty będą dostępne tylko dla użytkownika, z poziomu którego te operacje zostaną wykonane.

A jeżeli ktoś chce uczynić to globalnie (skrypty dostępne dla każdego użytkownika), to wrzuca odpowiednio do /usr/share/gimp/2.0/gimpressionist (Presets) i /usr/share/gimp/2.0/scripts/ (*.scm).

Nowe skrypty są dostępne w GIMP’ie w menu Script-FU (pomiędzy Filtry i Okna).

I już jest zajęcie nudne wieczory zimowe.

Darmowe dziadostwo?

Dzisiaj po raz pierwszy od niepamiętnych czasów (czasów Bajtka), kupiłem gazetę komputerową. W zasadzie prowodyrem zakupu była chęć posiadania dołączonej doń pełnej wersji gry, o której wspominałem ostatnio (o zbiegu okoliczności – dzięki Przemas za informację). Gierka, nadmienię, bez kompleksów uruchamia się i działa pod Wine.

Cóż, czytaty jestem, ale jakieś mam niechęci do prasy branżowej. Takie, że po wyłuskaniu płytki z rzeczoną grą, gazeta powędrowała na półkę, w stos papierów skazanych na zapomnienie w osiedlowym ekologicznym kontenerze na papier. I pewnie tak by skończyła, gdyby nie to, że postanowiłem przypomnieć sobie lata młodości i drżenie rąk, słodycz rozlewającej się po zakończeniach nerwowych ekscytacji, błogości. I innych chemicznych zawiłości ludzkiego ciała w zetknięciu z obiektem niepohamowanego zainteresowania.

Młodość niestety minęła bezpowrotnie. Wertowałem stronice, beznamiętnie wpatrując się w te wszystkie megabajty, megapiksele, gigaherce, zestawy komputerowe. Teoretycznie powinny mnie zainteresować teksty o oprogramowaniu którego od lat nie używałem (Windows), ale nic z tego. Totalne nihil novi. Antywirusy, partycjonowanie dysków, coś do robienia WWW, ceny oprogramowania. Ciekawy byłby może i test drukarek (domowy fotolab), ale nie znalazłem informacji, pod jakim systemem działają i resztę lektury porzuciłem. I pewnie porzuciłbym całą gazetę.

Gdyby nie testy systemów operacyjnych.

Już sam nagłówek w liczbie mnogiej mnie zaciekawił – oznaczał, że w Redakcji były testowane jakieś inne systemy niż tylko Windows. W szranki stanęły Windows Vista 64Bit, Windows Vista 32Bit, Windows XP i… uwaga. Mac OS X oraz Ubuntu 8.04.

A to heca. Jeszcze ciekawszą hecą okazało się, że test wygrał… Mac OS X, a Ubuntu zajęło ostatnie, piąte miejsce, zbierając jednak pochlebne i ciepłe słowa. Na domiar wszystkiego, test nosi znamiona dość rzetelnie przeprowadzonego. Są benchmarki wydajności, zgrabna tabelka z wyszczególnionymi elementami, które powinien posiadać system operacyjny (oprogramowanie zawarte w instalacji systemu). Za każdy element są przyznawane punkty (od 1 do 6). Jest ocena jakości w stosunku do ceny (Ubuntu wygrało tu bezapelacyjnie). Co zatem pozwoliło systemom Windows XP i Vista wyprzedzić Ubuntu? (Mac OS X się nie czepiam – bo nie używałem, przynajmniej nie w obecnej postaci):

– drukowana instrukcja (poza XP i Ubuntu (1 pkt) pozostałe otrzymały więcej punktów),
– serwis telefoniczny (1 pkt Ubuntu),
– dostępność komercyjnych aplikacji 32-bitowych w sklepach (1 pkt),
– dostępność aplikacji 64-bitowych (1 pkt),
– programy związane z bezpieczeństwem (1 pkt) (sic!)
– wygoda obsługi (3pkt)

Oczywiście, było też parę innych kategorii, w których triumfowało Ubuntu – pakiet biurowy, wirtualne pulpity, czytnik PDF. Punktowo finał ocen za jakość wyglądał następująco:

1. Mac OS X: 4,39
2. Windows Vista Home Premium 64Bit: 4,36
3. Windows Vista Home Premium 32Bit: 4,22
4. Windows XP Home: 3,81
5. Ubuntu 8.04.1.1 PL (Hoża Hawajka): 3,61

Nie można zarzucić, że test był na siłę tendencyjny. Jednak, parę mocnych strony Linuksa w oczach testującego – użytkownika Windowsa, zostało poczytanych za wadę.

Czego się najbardziej czepiam?

1. Programy związane z bezpieczeństwem – za każdy program był punkcik – antywirus/antyszpieg/firewall/kopia bezpieczeństwa/usuwanie i odzyskiwanie danych. Ubuntu dostało punkt za firewall’a. Jednak brak wirusów i szpiegów, a co za tym idzie, programów do ochrony przed takimi (takich typowych, linuksowych, a nie antywirusów do odpluskwiania partycji z Windowsem), zostało poczytane za słabość systemu. No bo co to za system, bez wirusów. Odzyskiwanie danych i kopia bezpieczeństwa – z tym się zgodzę, baty się należą. Ale dlaczego, do diaska, uwzględniono w średniej ocenie brak programów do obsługi nieistniejących w Ubuntu problemów.

2. Dostępność komercyjnych aplikacji w sklepach. Cóż, każdy użytkownik tylko nogami przebiera, siedząc w fotelu, by na sygnał zerwać się i pobiec do sklepu szastać swą fortuną. Szczególnie, jeśli w repozytoriach leżą całe tony odpowiedników/zastępników (może nie zawsze tej samej klasy i jakości). Nie uważam, że to dobrze, że takich programów nie ma po sklepach (bo ogólnie są do kupienia), ale jeden punkt za inny model dostępu do aplikacji? Choć mam wewnętrzne przeczucie, że chodziło tu głównie (a raczej tylko i wyłącznie), o gry. To tak trzeba było napisać.

3. Dostępność aplikacji 64-bitowych. Testowany jest system 32-bitowy, a baty dostaje za to, że nie działają na nim programy dla architektury x2 bitów więcej. Windows XP i Vista 32Bit gwoli ścisłości też za to oberwały. A nie można było napisać – ‚nie dotyczy’?

4. Wygoda obsługi. Tu testujący zapędzili się w kozi róg. Można się czepiać, że niektóre rzeczy trzeba robić w konsoli (?), a zwykły użytkownik tego nie potrafi i potrafić nie musi. Ale kij ma dwa końce, bo inni korzystają z tego systemu właśnie ze względu na konsolę. Z kolei – czy wygoda obsługi Windowsa jest tu punktem odniesienia? A co z tymi, którzy nie mają takiego punktu odniesienia – bo dopiero zaczynają z komputerem, wujek dał im laptopa z zainstalowanym i w pełni skonfigurowanym Ubuntu. A co z tymi, którzy ‚śmigają’ w Ubuntu i to nawet niekoniecznie w konsoli, a na Windowsie utworzyć nowego pliku tekstowego nie potrafią? (złapałem się na tym ostatnio). Zatem, element obsługi nie został oceniony obiektywnie – bo oceniany był z pozycji użytkownika Windowsa, przyzwyczajonego do takich a nie innych zachowań.

Co pozostaje. Schylić głowę i dalej używać tego systemu, cytat z artykułu:

(…) dla maniaków komputerowych, którym niestraszna jest miejscami skomplikowana obsługa i brak oprogramowania w sklepach.

Do samej gazety mam zastrzeżenia choćby takie, że słowo ‚Linux’ zostało użyte tylko w teście. Ani jednej szpalty opisującej jakiś program dla Linuksa, czy ogólnej specyfiki systemu. I dziwić się na zarzuty, że nikt potem tego systemu nie potrafi obsłużyć.

I na koniec wyjawię bohatera powyższych wynurzeń – a chodziło o Komputer Świat 26/08.

Bardzo dobry soundtrack

Ostatnio tak dobrze bawiłem się przy muzyce z gry Phobia III. A dziś przemknął mi przed oczyma nagłówek o demie komercyjnej (£15) gry Jets’n’Guns. Gra wydana w 2004 roku doczekała się swojego portu na Linuksa i szczerze powiem – gdybym miał możliwość zakupu, już bym to zrobił. Gra to nic innego jak strzelanka 2d – jak za starych dobrych czasów. A co głównie mnie przykuło do tego dema, to soundtrack. No rewelacja. Miłośnicy gitarowego zamiatania będą mile ucieszeni.

Ciekawe, czy w oficjalnym wydaniu będzie więcej muzyki. Gra będzie dostępna od 21 grudnia 2008 (teoretycznie). Demo gry dostępne jest tutaj.

Monitor pod kontrolą

Zdarza się czasem, że klient, zaślepiony nie wiadomo czym, kupuje produkt w randze pół-produktu. Nie czas, by tu dociekać zamiarów i powodów owego zakupu. Skupmy się na efekcie finalnym tego chwilowego słabszego stanu percepcji i wyrachowania. Stańmy oko w oko z monitorem, który nie ma na swojej obudowie przycisków do regulacji barwy, jasności i innych cech przynależnym monitorom LCD.

Tak, jestem jednym z owych szczęśliwców, którzy w konsternacji spoglądali baranim wzrokiem to na lśniący nowością monitor, to na płytkę z oprogramowaniem do regulacji parametrów tegoż, a to znowu na desktop systemu operacyjnego, na którym widniał krotochwilny komunikat WINE, że ma w nosie próbę instalacji oprogramowania ze wspomnianej płyty.

Monitor Samsung 970P zakupiłem dość dawno temu. Dość dawno temu poustawiałem go sobie za pomocą programu gddccontrol (który jest w repozytoriach i Debiana i Ubuntu, paczka gddccontrol). Jednak, z racji ostatniego odświeżenia instalacji Debiana (rocznicowej – po ośmiu latach), postanowiłem rozruszać skostniałe odruchy i przypomnieć sobie, jak to i gdzie się różne ciekawe rzeczy ustawia. Tak oto dotarłem też do wymienionego programu i próby regulacji monitora jako zwykły użytkownik.

Ponieważ, niestety, ddccontrol od połowy roku 2006 nie jest aktualizowany, można go uznać za projekt na skraju wyginięcia. Dlatego też, nie zdziwiłem się, że pojawiły się problemy na nowych wersjach systemu. W moim przypadku objawiły się brakiem dostępu użytkownika do /dev/mem. Jako root, program gddccontrol bez problemu odnajduje monitor i umożliwia regulację. Ale zwykły użytkownik już tego zrobić nie może. Ponieważ regulacja monitora (po zainstalowaniu gddccontrol) znajduje się w ustawieniach w menu, niemożność użycia deprymuje i rozstraja nerwowo.

Możliwości jest wiele. Bardzo wiele. Google nie wskazało mi jednak żadnej. Zatem, rozwiązałem to po swojemu.

Do /etc/sudoers (w konsoli sudo visudo) dodałem linijkę:

ALL ALL=NOPASSWD: /usr/bin/gddccontrol

Zmieniłem nazwę binarki gddccontrol na gddccontrol-oryginal

sudo mv /usr/bin/gddccontrol /usr/bin/gddccontrol-oryginal

Stworzyłem swój gddccontrol (sudo gedit /usr/bin/gddccontrol), wpisując tam:

#!/bin/bash

gksu /usr/bin/gddccontrol-oryginal

No i prawa:

sudo chmod 755 /usr/bin/gddccontrol

Czas niestety drepcze sobie do przodu, aktualizacji ddccontrol nie widać, zatem trzeba sobie radzić jak powyżej. Zalety takiego rozwiązania są oczywiste:

– każdy użytkownik może regulować sobie monitorem,
– nie trzeba za każdym razem podawać hasła, by otrzymać dostęp do /dev/mem,
– nie trzeba czynić żadnych herezji w sterownikach karty graficznej, konfiguracji Xorg’a,

I moja rada – kupujcie sobie monitory jednak z regulacją sprzętową, za pomocą przycisków. Na pohybel innym rozwiązaniom.

Xfdesktop – jak czynić rzeczy niewidzialnymi

Chcecie w Xfce (Xfdesktop) usunąć tło z podpisów ikon pulpitowych? No to posłuchajcie.

Otwieramy do edycji plik ~/.gtkrc-2.0 (jako zwykły użytkownik i bez sudo).

Do owego pliku wklejamy następującą zawartość:

style "xfdesktop-icon-view" {

XfdesktopIconView::label-alpha = 0

#font_name="Liberation Sans"

fg[NORMAL] = "#ffffff"
fg[SELECTED] = "#ffffff"
fg[PRELIGHT]= "#ffffff"

#base[NORMAL] = "#000000"
#base[SELECTED] = "#000000"
#base[ACTIVE] = "#000000"

}
widget_class "*XfdesktopIconView*" style "xfdesktop-icon-view"

pulpit.jpgNajistotniejszy jest tutaj parametr przy XfdesktopIconView::label-alpha – określa on stopień przeźroczystości otoczki opisu ikony. Ustawiony na zero, powoduje całkowitą przeźroczystość tego elementu. Eksperymentatorzy mogą spróbować dobrać tę wartość wedle własnych kanonów estetyki – wartość 20, 30 wyświetli nam delikatną mgiełkę – to też się może podobać.

Natomiast gdy usuniemy znak # z linijki #font_name="Liberation Sans", będziemy mogli użyć innych fontów pod ikonami. Warunek jest jeden – fonty o wpisanej tam nazwie muszą być zainstalowane (ich wielkość regulujemy w ustawieniach pulpitu).

Linijki z fg opisują kolor znaków – NORMAL to kolor liter w stanie spoczynku, PRELIGHT określają kolor po aktywowaniu elementu (np. otworzeniu katalogu), SELECTED to barwa czcionki po zaznaczeniu wskaźnikiem. Linijki z base opisują to samo, lecz dla całości – ikona+otoczka napisu.

I teraz należy się przelogować, aby zmiany zadziałały. Lecz wygodniej jest wykonać killall -9 xfdesktop. W Xfce 4.6 pulpit ‚odrodzi’ się samodzielnie. Jeśli jednak uczyni inaczej i nie zechce się pojawić, trzeba sprawdzić pod kątem błędów edytowany plik .gtkrc-2.0.

– UWAGA –

Jeżeli używaj również Gnome lub inne środowiska korzystającego z .gtkrc-2.0 – zrób sobie wcześniej kopię bezpieczeństwa tego pliku. Aby nie uczynić niewidzialnym więcej, niżbyś chciał 🙂

„Any thumb you like”

Miniaturki. Większe, mniejsze, kolorowe, czarno-białe, kwadratowe i prostokątne – każdy z tych typów ma swoich miłośników. A jeśli ów miłośnik przegląda pliki na komputerze za pomocą Thunara, otwierają się przed nim nowe możliwości, jakie udostępnia ten menadżer – własna, dowolna, niczym nie skrępowana kreacja wyświetlanych miniatur. Nawet jeśli ktoś nie jest zwolennikiem miniatur (mielenie dysku, pamięć cache dla miniatur, przytykanie się mocy przerobowych po wejściu do katalogu), warto wziąć pod rozwagę tę opcję, choćby z chęci ułatwienia sobie pracy. Bo cóż czynić, jeśli nie ma poręcznego narzędzia do szybkiego podglądu plików konkretnego typu? Takich, jak np. zdjęcia w formacie RAW?

Plac budowy

Gthumb, F-Spot, Picassa i inne, mimo, że potrafią poradzić sobie z plikami .raw, są dla mnie za ‚duże’. Poza tym, mają nikłą kontrolę nad tym, co można ze znalezionym zdjęciem zrobić – a zwykle wysyłam takie zdjęcie do autorskiego auto-magicznego skryptu generującego plik do laba, lub otwieram je bezpośrednio w Ufraw, lub wysyłam od razu do Gimp, bądź robię inne dziwne rzeczy. I zapewniam was, powyższe programy tego nie potrafią. Czy zatem Thunar to potrafi? A jakże. Ma przecież swoje konfigurowalne akcje.
Do pełni szczęścia brakuje mu tylko obsługi miniatur dla takich zdjęć. Ma to się pojawić w przyszłych wydaniach, ale co stoi na przeszkodzie, by człowiek sobie sam nie uknuł jak ten proces przyśpieszyć i wdrożyć już teraz.

Będziemy potrzebowali paczek:

  • – thunar
  • – thunar-thumbnailer
  • – dcraw
  • – imagemagick

Fundamenty

Instrukcje dla Thunara, co ma zrobić, gdy pojawi się katalogu plik jakiegoś typu, znajdują się w /usr/share/thumbnailers/ (jeśli ktoś z jakichś powodu chce poniższe wdrożyć lokalnie, powinien użyć katalogu ~/.local/share/thumbnailers/). Plik instruktażowy to nic innego jak .desktop, który opisuje ciekawe sprawy – ciekawe dla menadżera plików.

[Desktop Entry]
Version=1.0
Encoding=UTF-8
Type=X-Thumbnailer
Name=Dumna_Nazwa_Tego_Kreatora
MimeType=typ_pliku/mime-type;kolejny_typ/mime-type;
X-Thumbnailer-Exec=skrypt_który_utworzy_miniaturkę %i %o %s

I po kolei:

Version – wiadomo,
Encoding – raczej chyba też oczywista sprawa, dla pewności sprawdź swoje ‚locale’,
Type – aby wszystko grało, ma pozostać wartość jak powyżej,
Name – nazwa, dowolność zupełna,
MimeType – typy plików na które ma nastąpić reakcja – łatwy do uzyskania w Thunarze, za pomocą właściwości pliku i najechania na ‚Typ’ – pojawi się tip z właściwym mime (np. image/x-olympus-orf),
X-Thumbnailer-Exec – nazwa skryptu który utworzy miniaturkę, oraz jego parametry.

Posiadając tę wiedzę, utworzymy teraz własny plik orf-thumbnailer.desktop (orf, bo takiego typu rawy produkuje mój aparat – nie ma w tym nic z dyskryminacji posiadaczy innego sprzętu – wystarczy wstawić rozszerzenie od własnych plików).

[Desktop Entry]
Version=1.0
Encoding=UTF-8
Type=X-Thumbnailer
Name=ORF Thumbnailer
MimeType=image/x-olympus-orf;
X-Thumbnailer-Exec=/usr/lib/thunar-thumbnailers/dcraw-thumbnailer %i %o %s

Kolejny ruch to stworzenie skryptu dcraw-thumbnailer. Parę słów zatem o parametrach, które widnieją przy tym skrypcie:

%i – lokalna ścieżka do pliku z którego chcemy zrobić miniaturkę,
%o – lokalna ścieżka gdzie zapiszemy miniaturkę,
%s – określimy rozmiar miniatury.

Bez obaw – wartość tych parametrów przekazuje sobie mechanizm tworzenia miniatur, nasz skrypt musi tylko wykorzystać te zmienne, by miniatura zapisała się tam gdzie należy i była wynikiem takiego, a nie innego pliku.

Czasem na skrypt. Nazwiemy go dcraw-thumbnailer, oraz umieścimy w /usr/lib/thunar-thumbnailers/. Wyglądać może np. tak:

#! /bin/sh
#
# dcraw-thumbnailer – miniatury z plików RAW.
#
# Otrzymaliśmy takie parametry

ifile=$1
ofile=$2
size=$3

# Pamiętaj o zainstalowaniu dcraw i ImageMagick!!
exec dcraw -c -e $ifile | convert – -scale „$sizex$size” „png:$ofile”

Po zapisaniu nadajemy mu odpowiednie prawa – chmod 755 /usr/lib/thunar-thumbnailers/dcraw-thumbnailer.

Skrypt jest uniwersalny, utworzy miniaturkę z każdego rozpoznawanego przez dcraw zdjęcia RAW.

Przed klejeniem tapety nie demontuj rusztowania

Wykonaliśmy kawał solidnej i nikomu nie potrzebnej roboty. Teraz musimy nauczyć Thunara korzystać z wytworów naszej wyobraźni. Uruchomimy w tym celu polecenie:

/usr/lib/thunar/thunar-vfs-update-thumbnailers-cache-1

I tak oto dobrnęliśmy do finału.

Przy szklaneczce limoniady

Powyższy przepis można zastosować do tworzenia miniatur z dowolnych plików, ograniczeniem jest tylko nasza pomysłowość.

A tak poza tym całym zamieszaniem, to dodam, iż używałem w Thunarze miniatur dla RAW od zawsze. Zdziwiłem się po niedawnej świeżej instalacji systemu, że to wyświetlanie samo z siebie jednak nie działa. Przekopałem zasoby systemu na którym działało i taki też proces rozruchowy przedstawiłem.

Zalety takiego rozwiązania? Naprawdę szybkie sprawdzanie zawartości katalogów pod kątem treści zdjęć, szybki wgląd i wybór pliku do dalszej obróbki, szybka selekcja zdjęć do kosza/na płytkę. Mniej docenią to osoby mające po parę zdjęć na krzyż, ktoś obracający się w większym archiwum będzie odciążony o uruchamianie specjalistycznego programu i przedzieranie się w nim przez gąszcz katalogów, itp.

Nie znaczy to oczywiście, że aby oglądać miniatury zdjęć RAW, trzeba koniecznie instalować Thunara. Nautilus też sobie z tym poradzi, identyczne rozwiązania są pewnie i dla KDE. Jednak, co mi się bardziej podoba w Thunarze, to skalowanie miniatur (w porównaniu do Nautilusa). Kto próbował, ten wie, kto nie próbował, to niech sprawdzi na czym polega różnica (która polega na tym, że Thunar skaluje zdjęcie, a nie jego nazwę, Nautilus zaś i to i to, że o szybkości nie wspomnę).

Nic co tutaj przedstawiłem nie stanowi wycinka z tajnej księgi nekromancji – wszelkie opisy odnośnie konfiguracji Thunara dostępne są w sieci.

Ścieżki podane w powyższym przepisie mogą być inne dla różnych dystrybucji Linuksa. Przed wdrażaniem tego rozwiązania zapoznaj się z opisem dołączonym do twojej dystrybucji, bądź skonsultuj się z der Apotheker fachowcem.

Trick z DPI

W poszukiwaniu nowych wyzwań w prozie dnia codziennego, zainstalowałem sobie na nowym dysku nowego Debiana. Instalacja przebiegła nieco na przełaj, koniec końców uruchomiłem X’y z Xfce. Jednak przy próbie ściągnięcia z gnome-look.org jakiegoś ciekawego motywu, napotkałem taki oto splot okoliczności w Firefoksie (Iceweasel):

blank.jpg

Proszę nie regulować odbiorników. Na tym screenshot’cie po prostu nie ma fontów na stronie, co staje kością w gardle przy próbie nawigacji po tejże. ‚Doinstaluj sobie fonty, nieuku’, że pozwolę sobie przeczytać myśli niektórych z was. Nic z tego. Fonty były/są w porządku, przeglądarka Midori tę samą stronę wyświetlała jak należy.

Co zatem czynić?

Okazało się, że wina leży po obu stronach barykady – zarówno Firefoksa jak i Xfce. Powodem był brak jednoznacznej deklaracji używanego przez system DPI, jak i nieporadność przeglądarki w zdobyciu informacji na ten temat (choćby z /var/log/Xorg.0.log). W praktyce naprawić to można na dwa sposoby:

Sposób nr. 1: W przeglądarce wpisać about:config, znaleźć łańcuch z DPI, jego wartość będzie wynosiła 0. Ustawiamy go na DPI używane przez system.

Sposób nr. 2: W ustawieniach Xfce w okienku z parametrami fontów, zaznaczyć ‚Custom DPI settings’ i wstawić odpowiednią wartość – np. 96.

Nie ukrywam, drugi sposób jest lepszy, bo skutkuje dla całości systemu.

noblank.jpg

I w ten sposób została wyjaśniona kolejna tajemnica.

Translate »