przystajnik

Monthly Archives: Październik 2008

Odchudzanie koziorożca

Pewnie już wiecie, wszędzie o tym piszą, Ubuntu 8.10 Intrepid Ibex pojawiło się w finalnej wersji na serwerach. Ale nie o tym chciałem.

Jak zazwyczaj, świeżo ściągnięte .iso z nowym wydaniem wypróbowałem sobie na VirtualBox’ie. Zero problemów. Na laptopie od dłuższego czasu mam już 8.10, jakiś czas temu zamrożono pakiety, aktualizacje się skończyły, a system działał nadal. Zatem, czy pełna instalacja z ‚firmowego’ .iso też będzie bezproblemowa? Proces instalacji na laptopie mam doprowadzony do perfekcji, dlatego, bez wzruszenia, sformatowałem w instalatorze partycję /, /home kazałem podmontować jako /home, swap jako swap, itp., kliknąłem instaluj, a sam zająłem się poprawkami autorskimi w chińskim projekcie stolarskim. A jak się system zainstalował…

I teraz najciekawsze. Zauważyłem u siebie od jakiegoś czasu, odruchy bezwarunkowe po zainstalowaniu każdego Ubuntu. Po świeżej instalacji (_UWAGA_ – jeżeli nie wiesz do czego służą nazwy usuwanych poniżej programów, to ich _NIE_ usuwaj!):

  • – dla wygody wpisuję sudo su,
  • – momentalnie instaluję paczki deborphan i localepurge (apt-get install deborphan localepurge), konfiguruję localepurge, aby zostawiał pliki lokalizacyjne dla pl, pl_PL, pl_PL.UTF-8 (usunięte niepotrzebne pliki lokalizacyjne oddają dyskowi 20-30 MB),
  • – robię apt-get remove ––purge evolution-common (na dysku zwalnia się, bagatela, 110 MB),
  • – posyłam w purge także f-spot’a, gnome-orca, tomboy’a apt-get remove ––purge f-spot gnome-orca tomboy (zwalnia się jakieś 30 MB),
  • – z mściwą satysfakcją usuwam mono-common i libmono0, apt-get remove ––purge mono-common libmono0, (i kolejne 20 MB),
  • – usuwam arcyciekawe fonty indyjskie, chińskie, tajskie i kto wie jakie jeszcze,
    dpkg -l | grep "ttf-" | mawk '{print $2;}' | xargs -pl apt-get remove --purge
    (odpowiadam ‚y’ gdy chcę usunąć konkretne fonty, po ich odinstalowaniu wduszam ‚enter’, by przejść do kolejnej paczki). Zostawiam tylko ttf-freefont, ttf-opensymbol, ttf-dejavu-core, ttf-bitstream-vera (odzyskuję z dysku jakieś 64 MB),
  • – uruchamiam orphaner, zaznaczam w nim wszystkie osierocone biblioteki (spacja zaznacza, symulacja pokazuje co jeszcze ew. zostanie osierocone i tak do zapełnienia listy), usuwam, (uwalniam 30-40 MB),
  • – odpalam gdmsetup (System->Administracja->Ekran logowania) i przestawiam temat ekranu logowania na każdy inny, tylko nie ten trupio-brązowy (ew. dociągam jakiś ciekawszy z http://gnome-look.org, gdmsetup paczki tematyczne .gz potrafi sam zainstalować),
  • – zmniejszam fonty (System->Preferencje->Wygląd) na 8 (lub 9) – zmniejszają się nieco przyciski, belka od okien, robi się bardziej przestronnie,
  • – dla spokojności sumienia apt-get clean
  • Po tych operacjach mam na dysku systemowym o jakieś 300 MB więcej (akurat na Wesnoth), Ubuntu wizualnie nie straszy aż tak mocno i system pozbawiony jest niektórych programów, których nigdy i tak bym nie użył. Starzy wyjadacze żachną się, że to wszystko takie oczywiste. Jednak nie dla wszystkich, a zawsze to lepiej wiedzieć co się robi (jakie komendy i po co), niż używać magicznych skryptów i mieć potem system w rozsypce. Ja tak ostatnio po bezmyślnym użyciu Fslint nie mogłem się ikon w /usr/share/themes doliczyć, czego nikomu nie życzę.

    A co do Ubuntu 8.10… Poza oprawą kolorystyczną, ciężko mi wynaleźć argument, by dogryźć Intrepidowi. Pewnie brak OpenOffice 3 wielu zdegustuje, ale łatwo go doinstalować dodając do /etc/apt/source.list linijkę:

    deb http://ppa.launchpad.net/openoffice-pkgs/ubuntu intrepid main

    Ułani z Poczty Polskiej

    Paczka. Któż nie lubi otrzymywać paczek. Szczególnie, gdy zawartość paczki została opłacona (za pomocą przelewu) biletami narodowymi. Dziś zaświeciło słońce i dla mnie, gdyż otrzymałem taką właśnie paczkę, a w niej książkę.
    Moment otrzymanie niekoniecznie nastąpił wraz z wizytą pocztowca, bo nie było mnie w domu. Jednak po powrocie, odetchnąłem z ulgą, że pracownik Poczty nie był obdarzony ułańską fantazją i paczkę położył po prostu na wycieraczce. Bo mógł zawartość, kartka po kartce, przepychać pod drzwiami do mieszkania.

    Do tej pory, na większą przesyłkę zostawało awizo. Niedawno wymienili nam skrzynki pocztowe na jakieś zgodne z unijnymi normami (?). Widocznie teraz normy nakazują też wykorzystać wycieraczkę. Jest w tym jakaś ukryta logika. Bo skoro wycieraczki nie nikną masowo spod drzwi mieszkańców, to znaczy, że położona na niej paczka też nie zniknie.

    Sam bym tego lepiej nie wymyślił.

    RawTherapee 2.4beta1

    Po dłuższym okresie ciszy, mamy kolejną wersję doskonałego programu RawTherapee. Gabor dotarł do etapu beta1 wersji 2.4, lecz nie są to błahe poprawki, ale porcja solidnych dodatków (jak zawsze) do funkcjonalności tego wołacza zdjęć.

    Z nowości:

    • * najnowszy dcraw 8.88 (obsługa plików z najnowszych aparatów),
    • * poprawione GUI,
    • * GUI oddzielone od silnika przetwarzającego zdjęcia,
    • * udoskonalone przeglądanie plików,
      1. o dodana ocena zdjęć,
        o kasowanie, przenoszenie, zmienianie nazwy
        o filtrowanie katalogu wg. danych EXIF,
        o konfigurowalna pamięć podręczna dla miniaturek,
        o ‚miniatury na żywo’ (pokazujące zmiany w zdjęciu zachodzące podczas edycji),
        o zmienne ułożenie i rozmiary miniatur,
    • * początki obsługi wsadowej,
      1. o kontrolowana kolejka plików,
        o kopiowanie/wklejanie profili,
        o bezpośrednie przesyłanie zdjęcia do kolejki,
    • * poprawiona auto-ekspozycja i ustawianie balansu bieli,
    • * ‚Otwórz w …’ (Gimp, itp)

    To, co najbardziej cieszy – na pewno kolejka przerobowa, ‚Otwórz w …’, zmieniony układ kontrolek z prawej strony ekranu. Nie ma już listy-tasiemca z opcjami, lecz pogrupowane w zakładkach operacje – kolorystyczne, transformacyjne, itp. Co denerwuje? W przypadku wyostrzania, odszumiania – należy używać narzędzia lupy, by widzieć zachodzące zmiany na obrazie.

    Powtórzę się, lecz naprawdę cieszy opcja ‚Otwórz w …’ – po wstępnym wywołaniu zdjęcia, bez zapisywania na dysk, wysyłamy go bez ceregieli do GIMP’a, gdzie możemy sobie poużywać z warstwami i innymi zaawansowanymi filtrami.

    rawtherapee.jpg

    Nieznajowa w wakacyjnej reminiscencji

    Spraw różnorakiej wagi spowodowały, że niemal całkowicie przegapiłem ‚złotą’ jesień, która miała parę dni godnych spojrzenia na nie przez obiektyw. ‚Co ma wisieć, to jeszcze zdążę sfotografować’ – pomyślałem, jednocześnie wracając do starszego materiału jeszcze z okolic wakacji.

    Tatrami nie będę nikogo zanudzał, bo większość tam była, ale początkiem września przedreptaliśmy szlak Czarne – > Nieznajowa -> Wołowiec -> Czarne. Głównym punktem programu była tutaj Nieznajowa, o której wielu już pisało, wielu wspominało, a jeszcze więcej osób odwiedziło. Oprócz mnie. Bo mimo, że włóczyłem się po okolicznych traktach, do Nieznajowej jakoś nigdy nie miałem okazji. Pewnie z racji tego, że wszyscy o niej mówili/pisali.

    Sama trasa nie jest męcząca, brak tu ostrych podejść, jedynym utrudnieniem w porze mokrej mogą być liczne zakrętasy Wisłoki i Zawoi, które z braku mostów przychodzi nam pokonywać w bród. Po drodze atrakcje – a to zdziczałe sady, a to ledwo widoczne miejsca po domostwach, zarośnięty cmentarz przy resztkach kamiennych fundamentów cerkwi w Nieznajowej, liczne przydrożne krzyże. I jednak, to czego się obawiałem, a co jest dla tego miejsca ceną ‚sławy’ – spora liczba turystów i liczne samochody, które się pozjeżdżały nie wiadomo skąd. Z ciekawostek przyuważyłem mocno postępujący remont kapliczki przy drodze Wołowiec-Nieznajowa (ponoć kapliczka została już ukończona i nawet 14stego października wyświęcona).

    Cóż, miejsce jak większość w tych okolicach. Zachowujące sporą nutkę tajemniczości, rodzące w głowie mnóstwo pytań, przywołujące obrazy sprzed lat. Ciekawe, kiedy pojawią się na tu na nowo ‚osadnicy’, asfalt i wszelkie inne udogodnienia naszej leniwej cywilizacji. Oby jak najpóźniej.

    p9077845orf.jpg
    Nagrobek na cmentarzu w Nieznajowej

    p9077854orf.jpg
    Samotne drzewo #1

    p9077874orf.jpg
    Wariacje z krzewem i owocami

    p9077857orf.jpg
    Samotne drzewo #2

    p9077908orf.jpg
    Zenek

    p9077884orf.jpg
    Samotne drzewo #3

    p9077888orf.jpg
    „Patrzcie, turysty po paciorki przyszli”

    No a teraz to pozostaje mi upolować do kolekcji jakieś klimatycznej jesienne mgły…

    Powroty

    Nie mają szczęścia polskie Planety do istnienia w sieci. A przynajmniej dwie z nich – ostatnio pojawiała się i znikała Planeta Debiana i do teraz nie wiadomo, z czego by tu wywróżyć jej powrót, a całkiem niedawno zniknęła Planeta Ubuntu.
    Jednak wspólnym wysiłkiem Opiego i moim, udało się przywrócić planet.ubuntu-pl.org do ponownego życia.

    I w ten oto sposób w sieć popłynie z powrotem optymistyczny strumień informacji nt. ulubionej dystrybucji Linuksa.

    Jednocześnie apel do piszących – jeśli piszesz o Ubuntu i chcesz swój kawałek tortu o nazwie ‚sława’, skontaktuj się ze mną. Miejsca na Planecie pod dostatkiem.

    Młodzieńcze figle Network-Managera 0.7 svn

    Interpid rozwija się w kierunku finalnej wersji, a wnioskować to można po upgrade’ach które ostatnio się przytrafiają. Nie zawsze to co nowe jest lepsze, a już na pewno zdziwili się użytkownicy nowego Network-Managera i gustownej ikonki na panelu, wskazującej poziom sygnału sieci wifi. Bo po którejś aktualizacji ikonka zamilkła, wyrzucając enigmatyczne ‚urządzenie nieobsługiwane’.

    Rada na to jest prosta. Należy w /etc/network/interfaces zakomentować (wstawić # na początku) wszystkie linie, oprócz tych:

    auto lo
    iface lo inet loopback

    Po resecie sieci lub komputera, wszystko wróciło do normy. Ot, taki psikus.

    Intrepidonizacja

    Kontemplacje przerwało uderzenie kropli deszczu o blaszany parapet za oknem. Dariusz odłożył na biurko okulary, które wprawiały go w zakłopotanie porysowanymi warstwami wizyjnymi, które i tak wymieniał dość często z racji ich kruchości a swojej gwałtowności w gestach. Z westchnieniem człowieka, który niedawno skończył miesięczny cykl spirytusowego odkażania krtani, podniósł się ociężale i poczłapał w stronę okna. Z kolejnym westchnieniem wrócił po okulary i spojrzał ponownie przez okno, w dal, tam gdzie przestrzeń ograniczał dach następnego budynku. Trochę ponad nim, niebo wydawało się mówić – ‚wyjdź z domu, a wtedy lunę’.
    Mamrocząc niewybredne słowa pod adresem okolicznych cumulusów i stratusów, Dariusz powrócił na zydelek. Miał ochotę zrobić dziś coś szalonego, lecz niekoniecznie chciał moknąć na zewnątrz. Pozostawało gotowanie obiadu, leżenie krzyżem przed kolumnami audio w opływających go dźwiękach Black Sabbath, lub… I wtedy jego wzrok padł na płytkę RW.

    Tak się mógł rozpocząć dzień każdego z Was. Oczywistym jest, że w takich chwilach człowiek z nudów zrobi prawie wszystko. Akurat w moim przypadku padło na pobranego niedawno Ubuntu 8.10 Intrepid Ibex ver. Beta, którego oficjalna wersja ma się pojawić 30stego. Ale czasami człowiek musi…

    Poligonem testowym został mój laptop (Asus F3sc), na którym wiódł sobie żywot Hardy. Jestem oczywiście może nieco roztrzepany, ale nie głupi – wcześniej odpaliłem na nim rzeczone CD-RW z nagranym Intrepidem, aby sprawdzić, czego mogę oczekiwać. O dziwo, sesja uruchomiła się poprawnie, dźwięk był, internet był, zasadniczo – wszystko co potrzebne do szczęścia. Jako użytkownik o encyklopedycznym podejściu do tematu organizowania dysku, posiadam trzy partycje – /, /home oraz swap. Dlatego, zamiast upgrade do nowszej wersji, wybrałem bezstresowe sformatowanie partycji / i nie ruszanie /home. W ten sposób oszczędziłem wszelkie pliki konfiguracyjny (niekoniecznie dla swojego dobra, jak się potem okazało), oraz uzyskałem totalnie świeżutki system bazowy, bez naleciałości bibliotek/plików konfiguracyjnych z poprzedniej wersji.

    Po instalacji Intrepid wystartował, ale objawił się pierwszy problem, akurat ten, którego najmniej się spodziewałem – nie działał internet. Co lepsze, nie znalazłem w menu/centrum sterowania żadnego narzędzia do konfiguracji sieci. Jakieś coś do ustawiania pośrednika, zestaw narządów do pingowania i netstatowania, ale gdzie u diaska mogę sobie wpisać IP? Wiem, że w konsoli, ale 95% użytkowników tego nie wie, a to do nich kierowana jest ta dystrybucja. Po krótkiej inwestygacji okazało się co następuje. Otóż, przecież, rolę administrowania siecią objął nowy Network Manager. Tylko, ktoś zapomniał go dodać do menu/centrum sterowania, listy apletów. Stary gnomowy Network Manager, które zainstalowałem w akcie poszukiwań, nie daje sobie rady z poprawną konfiguracją sieci bezprzewodowej – jak zawsze zresztą, przez co do tej pory używałem Wicd. Ale dobrze, jest nowy manager, co z nim… Poradziłem sobie odpalając w konsoli nm-applet, którego nie da się normalnie dodać do panelu… Nie powiem, nowy jest fajny, choć taki trochę sterylny, niemniej, da się w nim ustawić o wiele więcej niż w jego poprzedniku. Aż sobie go dodałem do sesji (nm-applet).

    I w zasadzie, to był jedyny problem który napotkałem w tej wersji Beta. Nieźle, co?

    Natomiast co do samego wydania:

    – wygląd i funkcjonalność Ubuntu w dużej mierze zależy od zmian w Gnome, zatem nowości w interfejsie i konfiguratorach jest tyle, ile w nowym Gnome 2.24,
    – nie ma nowych tematów, przynajmniej domyślnie,
    – są nowe tapetki, nadal brązowe,
    – nie zainstalowała się automagicznie paczka aspell-pl, przez co pidgin nie sprawdzał moich byków,
    – rozdzielono ikonkę ‚wyłącz’ i ‚wyloguj’ – po co?,
    – nowy NetworkManager jest naprawdę fajny,
    – system->administracja->upoważnienia wyglądają poważnie, acz nieraz będę pewnie psioczył na ustawianie uprawnień,
    – system nie startuje szybciej od Hardego (od menu Grub’a do ekranu logowania GDM),
    – cena postępu – komponenty środowiska zjadają więcej pamięci,
    – co najmniej własnościowe sterowniki Nvidii (177.76) instalują się po dwóch kliknięciach (wyskakuje monit),
    – nowy mixer jest fajniejszy,
    – syndaemon i blokowanie touchpada przy pisaniu, wymaga (?) grzebnięcia w xorg.conf.

    Wbrew powyższemu, Intrepid wygląda dobrze. Nie jest przełomem, nie jest oszałamiający, ale solidny i jak na betę – działa mi od rana stabilnie. W wersji oficjalnej pewnie zostanie poprawiony trick z NetworkManagerem, bo to jedyne co wywołało moją frustrację. PolicyKit’em próbowałem coś mieszać, ale szybko popsułem, szyfrowanie katalogów jest, ale nie sprawdziłem działania. I tyle nowości rzuciło mi się w oczy.

    Intrepid został złożony z następujących komponentów:

    – kernel 2.6.27
    – Gnome 2.24
    – Xorg 7.4
    – Firefox 3.0.3
    – Samba 3.2
    – Gimp 2.6 🙂 (z launchpada, do oficjalnego wydania na pewno się nie załapie)

    Gimp 2.6

    No i jest. Rewolucyjne zmiany? Po części na pewno, zerknijcie w Release Notes.

    Teraz wystarczy poczekać na paczki – bo co ja wam będę głowę zawracał funkcjonalnością czegoś, czego na oczy nie widziałem 🙂

    -aktualizacja nr.1-

    Pojawiły się paczki dla Ubuntu – wersja dla Hardy’ego, niestety, ręcznie trzeba każdą zależność instalować.

    Repozytorium dla Intrepida:

    deb http://ppa.launchpad.net/c-korn/ubuntu intrepid main

    Translate »