przystajnik

Monthly Archives: Październik 2006

Bo z Upstartem raźniej jest

Pozazdrościłem użytkownikom Edgy Eft’a Upstart’a. Czego mój Debian ma być gorszy od takiego Ubuntu ? Tym bardziej, że odkryłem dziś w experimental/main paczuszkę Upstart’a w wersji 0.2.7.

‚Experimental to coś dla mnie’ – pomyślałem i Upstart wylądał mi na dysku i po chwili w systemie. Co tam manuale. Reboot.

W zasadzie system wystartował. W zasadzie szybciej się to odbyło niż za pomocą mojego starego init’a. Tylko GDM nie reagował na moje dziarskie poklepywanie w klawisze. Zmartwiłem się, bo lubię GDM’a, a i środowisko graficzne mi odpowiada. Standardowy sposób przełączenia się na tekstową konsolę też nie pomógł. Tak to jest, jak się uruchamia program ( Upstart ), nie skonfigurowawszy go z lekka.

Zatem osobom instalującym Upstarta polecam ‚dpkg-reconfigure gdm‚ po zainstalowaniu Upstarta, oraz przesunięcie go na ostatnią pozycję w /etc/rc2.d ( np. S99gdm ). Po tych dwóch czynnościach GDM zaczął się zachowywać normalnie po starcie systemu ( u mnie, nie ręczę jak u innych i u ciebie też – w końcu to experimental ). Oprócz tego, instalując pamiętaj o zainstalowaniu tych dwóch paczek : upstart oraz upstart-compat-sysv. Ta druga paczuszka zapewni nam uruchomienie usług z /etc/rcS.d oraz /etc/rcX.d ( taki tryb zgodności z sysvinit ). Rzecz jasna nie ma przeciwskazań, żeby sobie potem go nie usunąć i rzeźbić Upstarta i usługi w systemie na swoją, nieokrzesaną modłę.

A co z przejściem z X’ów na konsolę ? Upstart olewa /etc/inittab – przynajmniej tak przypuszczam. Zatem, skoro nie można wroga pokonać, trzeba poznać jego metody.

Upstarta konfigurujemy dodając do /etc/event.d/ skrypty nazywane przeze z swojska ‚job’. Taki skrypt zawiera przy którym runlevel’u ma być uruchomiony, co ma się stać przy starcie systemu, a co przy zamykaniu. Nazewnictwo jest chyba dowolne – ważne, aby plik znalazł się w /etc/event.d/ ( ja z natury unikam ‚.’ ‚_’ ‚-‚ w nazwach ). Ale było o konsoli. Zatem, jeżeli nie mamy konsoli, a chcielibyśmy ją mieć na tty1. Tworzymy plik ‚tty1’ i wstawiamy w niego :

# tty1 – getty
#

start on runlevel-2
start on runlevel-3
start on runlevel-4
start on runlevel-5

stop on shutdown

respawn /sbin/getty 38400 tty1

Bardziej skomplikowane przykłady znajdziecie na stronie Upstarta. Dla konsoli tty2 … Tak, zgadłeś. Robimy plik np. ‚tty2’ a tam wstawiamy to samo, zmieniając tty1 na tty2.

O ile Upstart szybciej wstaje niż init ? Nie sprawdzałem – chcę pozostać w błogim przeświadczeniu, że szybciej. A na oko jest szybciej.

Dzień pod słonecznym psem

Dziś mi w końcu zaświeciło upgranione słoneczko, niebo niebieściutkie, lekka bryza od lasu, nic tylko aparat w plecak i pognać przez łąki i pola uwieczniać złotą polską jesień.
Niestety, skutecznie ten dzień psują mankamenty egzystencji materialnej. Po raz drugi wysiadł mi się sprzęt, za który dałem dość sporo pieniążków. Był on już na gwarancji w naprawie, za którą mi też kazali zapłacić dość sporo pieniążków, po naprawie pochodził tydzień i znowu się z nim to samo stało. Ręce mi odpadają, bo od marca sprzęt używałem może z dwa tygodnie, reszta czasu to jego jazda po serwisie ( Korea ? ). Nie ukrywam, sprzęt zakupiony w celach zarobkowych, dobrze by było gdyby działał, a nie wymuszał dodatkowe inwestycje – w miejsce tego niedziałającego zakupić muszę nowy, innej firmy, ale wolałbym to zrobić wcześniej odzyskawszy kasę za ten pierwszy, co jest nierealne. Więc ciągnę ten wózek łudząc się, że mi naprawią.
No i byłem niegrzeczny dla pana po drugiej stronie słuchawki, no ale kto by chciał być grzeczny, gdyby się dowiedział, że po raz kolejny z mojej winy coś się w tym ustrojstwie uszkodziło. Gdybym miał do czynienia z takimi urządzeniami tydzień, dwa, a nie sześć, siedem lat, to słowem bym się nie odezwał na zarzuty niekompetencji ( też mi filozofia, wpiąć urządzenie do UPS’a, tak jak kilkanaście innych ).

I jak tu znaleźć spokój ducha.

Nauczyciel vs. Uczeń

Każdy na pewno słyszał i zna z mediów ostatnie przypadki szkolne. Samobójstwo 14-sto latki maltretowanej i upokorzonej seksualnie przez degeneratów ( ? ) z klasy, wychodzące dzięki tej sprawie na światło dzienne inne dowody przemocy w szkole – i nie tylko.

Reakcja na te doniesienia musiała zaistnieć. I jest – ale czy taka jakby się można było spodziewać ? Cóż. Pan minister Giertych wydaje wojnę przemocy w szkole, zaostrzając kary i wymagając od nauczycieli większego angażowania się w sprawy wychowacze – pod groźbą kary.

Czy kamienicy maluje się dach, gdy fundamenty się rozpadają ?

Trochę to wszystko na opak. Proces zmiany mentalności, moralności i ogólnego poczucia wartości i obowiązków zachodził/zachodzi u młodych na przestrzeni lat. Wątpię, czy odpowiadając z mocą na przemoc coś wskóramy, poza zapełnieniem poprawczaków i ‚szkół pod specjalnym nadzorem’. Owszem, kary powinny istnieć, jestem za obniżeniem wieku w jakim młody powinien odpowiadać za swoje czyny jak dorosły. Ale przy okazji tych wszystkich zajść słyszymy tylko słowa gróźb, a brak jest konstruktywnego podejścia do tematu przywrócenia właściwego toku wychowania młodzieży. Nie rozmawia się o rozwiązaniach umożliwiających współpracę nauczycieli z rodzicami – wręcz uniemożliwienie nieodpowiedzialnym rodzicom wpływania krzykiem i swoją nadopiekuńczością na sytuację swojego dziecka w szkole. Niewiele mówi się o tym, że tak naprawdę to brak podstawowych form rygoru odnośnie stroju, zachowania na lekcji/przerwie, wymagań kulturowych prowadzi do poczucia bezkarności u młodych. Dochodzi do tego brak autorytetów, brak poczucia wartości swojej i innego człowieka i mamy co mamy.

To się nie zmieniło z dnia na dzień. Mamy czasy jakie mamy, wiadomo – nie z każdego dziecka uda się rodzicom/szkole ukształtować człowieka potrafiącego wymagać od siebie i zachować się wg. kanonów cywilizacyjnych. Ale mam wrażenie, że obecnie kompletnie odpuszcza się proces kształtowania świadomości u młodych i pozostawia się to internetowi, telewizji i instynktom stadnym sprzed bloku. Niestety, obecna cywilizacja jest stworzona przez dorosłych dla samych dorosłych – wolność wszystkich we wszystkim. Młody umysł bez wrzucony w ten wir ginie, bo w stronę jakich zachowań ma się zwrócić, jeśli nie wie o co w tym życiu tak naprawdę chodzi. I to za punkt honoru powinni sobie postawić ci, którzy poczuwają się do odpowiedzialności – przeprowadzić młodych przez mroki ciemności, które sami sobie gotujemy.

Rzecz o Gaim’ie i innych klientach jabberowskich

Gaim’a znam i używałem. Od czasu do czasu zerkam jak ten program się rozwija i nie powiem, lista zmian, plugin’ów oraz innych innowacji robi wrażenie ( w końcu zeszli poniżej 25 MB pamięci zużywanej przez program ! ). Ale dlaczego wciąż się powstrzymuję od przejścia na ten bardzo rozwojowy kawałek softu ? ( sam do tej pory korzystam z Gossip’a ). Powody w zasadzie są dwa, które od jakiegoś czasu, nie powiem, drażnią mnie :

– primo, dlaczego komunikator obsługujący standard Jabber’a nie pozwala na przejrzenie usług na serwerze i zarejestrowanie się do wybranych ? W większości klientów ten temat jest traktowany po macoszemu – w Gaim’ie sobie zrobili natywną obsługę naszego nieszczęsnego GG, w Gossip nie ma natywnej obsługi GG, ani nie znajdziemy rejestracji transportów w obydwu. Skoro transporty to przypadłość ogólno-jabberowska, to dlaczego programy kliencie udają, że ich nie ma ? I jak tu biednym gadugadularzom tłumaczyć, jak przesiąść się na Jabber’a i jednocześnie uruchomić sobie połączenie ze znajomymi wciąż korzystającymi z GG ? Trąci paranoją ( to zrobisz w tym kliencie, to w tym, itp itd ). Są też programy, które posiadają owe funkcje ( np. PSI ), ale nie każdy musi kochać PSI, bo prawidłowo umożliwia obsługę transportów.

– secundo, dlaczego nikt nie pomyślał i nie zrobił sensownego przenoszenia/kopiowania pomiędzy kontami jabberowskimi listy znajomych ? Dlaczego to jest takie trudne ? Lista kontaktów jest przechowywana na serwerze, a nie na komputerze. Coś co jest reklamowane jako zaleta ( bezsprzeczna ), przekuto w udrękę. Zmieniasz serwer ( JID ) – dodawaj znajomych od nowa.
Przynajmniej do tej pory nie dotarły do mnie rozwiązanie tego problemu w jakimś komunikatorze. Owszem, sam się kiedyś ratowałem prostym kopierem danych z serwera na serwer – ale uwierzcie, nic intuicyjnego to nie było.

Te dwie podstawowe kłody skutecznie trzymają mnie przy programie który zacząłem używać. Pomimo jego braków, inne programy klienckie nic bardziej rewolucyjnego mi nie zaoferowały do tej pory. Fakt, Gaim sporo ciekawych pluginów ma. Inne programy mają inne zalety. Ale trzon, który powinien być wspólny dla takich programów ( obsługa transportów jak należy, możliwość prostej migracji z konta na konto ), nie istnieje. Każdy sobie rzepkę skrobie, a nowi użytkownicy są zdezorientowani o co chodzi w tym Jabberze. Raz im się karze rejestrować transporty na serwerze, innym razem tłumaczy, że Gaim to od ręki obsługuje GG ( Tlen ? I inne ? ), znajomi z tego konta są tu, a tam ich nie ma, tu są jakieś usługi/transporty, a tam nie. No w niczym nie pomaga ta aura fachowości potrzebnej do użytkownia komunikatora. Ktoś początkujący w Linuksie czuje się z tym Jabberem jak ryba na rowerze.

Ciśnie się na usta klasyka : „Chcesz dobrego programu ? Napisz se sam”.

Edzio

Zgodnie z oczekiwaniami tysięcy, jeśli nie milionów użytkowników Ubuntu – 26 pażdziernika pojawiło się Ubuntu 6.10 Edgy Eft.

Wszyscy i wszędzie o tym pisali, zatem ja może łyżkę dźiegciu, z perspektywy tych paru dni :

– zaleca się stawianie systemu od nowa – dist-upgrade niekoniecznie musi zakończyć się tym, czego oczekujemy. A późniejsze godziny spędzone na dochodzeniu czemu coś nie działa lepiej spożytkować na spacer po parku. Zasadniczo, ludzie z zacięciem i osobną partycją /home powinni sobie poradzić.
– są przejścia ze sterownikami NVIDII w wersji legacy – pomaga wyłączenie modułu COMPOSITE w Xorg’u.

Zatem, problemy takie, jakby ich wcale nie było.

Sen

Znajomy od jakiegoś czasu ustawicznie przypomina mi o terminie takiego jednego konkursu fotograficznego i motywuje tym przypominaniem, żebym coś pstryknął i też umieścił wśród prac konkursowych. Tak się tym przejąłem, że aż w poszukiwaniu odpowiedniej kompozycji przyśniła mi się … Ogromna, zółto-czarna jaszczurka. Czemu akurat jaszczurka, skoro to stworzenie nie ma nic wspólnego z tematem konkursu ? Ale to nieważne, dziarsko przystąpiłem do dokumentowania tego dużego gada ( płaza ? ) i … Jak tu nagle ta jaszczurka skoczy z tego rowu ! I jak się na mnie nie rzuci, potwór metrowej długości, a jak się ruszała, jak żbik, jak ryś ! I tak fuka ogniem piekielnym ! To ja w nogi, ratując siebie i sprzęt, a ona za mną i …

Eh, aż się boję aparat wziąć do ręki.

NVIDIA 1.0-8776

Jeżeli ktoś z jakichś względów nie lubi sterowników w wersji BETA 1.0-9625, a jednocześnie informacje o błędzie w sterownikach NVIDII powodują, że nie może spać snem sprawiedliwym – jest uratowany.

NVIDIA wychodząc wszystkim naprzeciw, oddała do użytku … Nie, nie źródła sterowników. Ale wersję 1.0-8776 gdzie wspomniany błąd został już poprawiony ( tak jak i w wersji 1.0-9625 ).

I jak to zwykle bywa – osoby z trudnym charakterem i prące pod prąd, kompilują sterowniki samodzielnie. I na pewno wiedzą jak to zrobić.

Osoby korzystające z Ubuntu ( ahoj Planeto ) a chcące być na bieżąco i mające bardziej ugodowy charakter mogą skorzystać z repozytoriów zawierających najnowsze stabilne sterowniki. Wystarczy dodać do /etc/apt/source.list ( sudo gedit /etc/apt/source.list ):

# REPOZYTORIA tylko dla DAPPERA !
# ( Edgy pewnie za chwilę doczeka się tych sterowników w swoich oficjalnych repozytoriach )
# Dla Ubuntu 32bit usuń # z początku następnej linijki
#deb http://albertomilone.com/drivers/dapper/nonlegacy/32bit binary/
# Dla Ubuntu 64bit usuń # z początku następnej linijki
#deb http://albertomilone.com/drivers/dapper/nonlegacy/64bit binary/

… a potem to już z górki, tak jak to się instaluje sterowniki. Poligloci mogą zmierzyć się z opisem z tej strony ( opis dla konkretnie tego podanego repozytorium ), lub skorzystać z http://forum.ubuntu.pl gdzie też można się dowiedzieć co nieco o instalacji sterowników.

I w ten oto sposób dziura w sterownikach została załatana, a świat globalnie po raz kolejny odetchnął z ulgą.

Flash 9

I tak oto społeczność linuksowa doczekała się nowego wydania odtwarzarki animacji flash’owych. Numer wersji 9-ć, oznacza, że pominięty został etap wersji 8-mej ( skok wersji z 7 do 9 za jednym zamachem ). Co prawda, to wciąż wersja Beta, ale po paru dniach używania, muszę stwierdzić, że zachowuje się przyzwoicie.
Wielkim miłośnikiem Flash’a nie jestem ( i nie chodzi o Flasha, którego co niektórzy znają z imienia i nazwiska ), generalnie z powodów wydajnościowych – strony obarczone tymi animacjami potrafią przystopować taką prężną maszynkę jak mój Athlon XP 2200+.
Wyłączyć całkiem obsługi tych animacji też nie chciałem, bo niekiedy kluczowe informacje na stronie pojawiają się w tym oto formacie. Że nie wspomnę o codziennej wymianie linków z filmikami upchanymi na YouTube.
Tak zatem z powodów cywilizacyjnych jestem skazany na tego Flash’a.

Do przejścia z wersji siódmej do dziewiątej nie zmusiła mnie dzika pogoń za posiadaniem najnowszego softu na komputerze – po prostu, w 9-tce odczuwa się wyraźny skok wydajności odtwarzania animacji – wszystko obywa się sprawniej niż w poprzedniej edycji player’ka.

Dla braci mniejszych skrócony kurs umieszczenia nowej wersji w systemie ( zadziała w Debianie i Ubuntu, poza jakimiś wyjątkowymi wyjątkami ) ( debianowcy nie muszą kombinować z sudo – wystarczy zalogować się jak normalny root 🙂 ) :

– Ściągamy nową wersję flashplayer’a 9
– Rozpakowujemy w konsoli poleceniem tar xvfz FP9_plugin*.tar.gz ( oczywiście jeżeli się wie, gdzie się ściągnęło archiwum z plugin’em )
– Usuwamy ew. dowiązania i inne takie z miejsca gdzie są pluginy sudo rm /usr/lib/mozilla/plugins/libflash*.*
– Kopiujemy nowy plugin do katalogu z wtyczkami sudo cp flash-player-plugin-9.0.21.55/libflashplayer.so /usr/lib/mozilla/plugins/
– Restartujemy przeglądarkę ( wyłączamy włączamy )

Mamuty

Dziś kilka osób wzięło na smutne refleksje nad losem i przyszłością Internetu jako takiego. I trudno się nie zgodzić z wieloma trafnie wyliczonymi spostrzeżeniami.
A wszystkie te dywagacje można określić – kiedyś Internet był inny.

Czy przyjaźniejszy ? Cóż – jako cielęcie internetowe nie wiedziałem co to spyware, wirus, itp. Nawet korzystając z DOS’a, a potem Windows’ów ( 3.1 ? A równolegle konsola Linuksa ), człowiek nie miał stracha przed pływaniem, nawet ze zwykłej ciekawości, między stronami. Czy internet był dla informatyków ? A czy zwykły pan Józef walczący z kolejnym trojanem, nie musi się wykazać większą wiedzą, niż ja konfigurując kiedyś Netscape’a ?
Usenet przez długi czas oglądałem oczarowany tajemniczością i tkwiącą tam mądrością, nim zdecydowałem się na jakieś pierwsze formy wypowiedzi.
Czy potrzebował człowiek wtedy flashowych gierek, fruwających banerów i tego całego popelinowego kolorowego cyrku ? Jakoś nie odczułem braku, ani też moje jesestwo nie zostało zubożone tym niedoborem.

I niestety, tego się nie zmieni – jeżeli coś powszednieje i staje się narzędziem dla mas, staje się … Nijakie ? Musi się takie stać ? Jeżeli przyjąć, że ‚internetowcy’ to jakaś społeczność, to takie społeczeństwo nie musi być nijakie. A dlaczego jest ?

Jakie cegły taki dom.

To mi przypomina, że mam się od jakiegoś czasu wziąć się za remont przedpokoju. Bez podtekstów i przenośni 🙂

Nie rzucim koryta skąd nasza pensja

No i sejm się nie rozwiąże, pan Lepper w blasku i chwale tylnym wejściem wjeżdża na obsranym koniu ponownie do rządu, a ludzie dalej mają o czym gadać, pisać na blogach, plotkować, rzucać inwektywami w swoich nowych-starych wrogów publicznych. A nie prościej iść do następnych wyborów i COŚ wybrać, zamiast przez zaniechanie oddać pałeczkę fanatykom i maniakom … Blebleble …

Meczyk

Na sam mecz szedłem ( przełączałem kanały ) bez entuzjazmu i bez pośpiechu. W zasadzie nastawiałem się na to, ile i jak szybko nam wbiją. Dotarłem na kanał gdzie była transmisja, a tu mi jakaś jedynka po stronie Polski fiurga na ekranie. Patrzę bliżej – faktycznie. Myślę sobie – prowokacja. Ale za chwilę patrzę, Smolarek wbija drugiego gola. Myślę sobie – megaprowokacja. Ale po meczu przełączam na inne kanały, patrzę w internet – faktycznie, wszyscy to widzieli i tak naprawdę było.
No tego to się nie spodziewał chyba nikt. Polska sprała Portugalię 2:1 w meczu eliminiacyjnym Mistrzostw Europy.
Plułem na zespół jak im nie szło, więc odnotowuję z radością ten fakt, że jednak chłopaki jak się sprężą, to potrafią. I to nie dlatego, że Portugalia grała bardzo słabo – nasi biegali, zabierali piłkę, kiwali, strzelali, myśleli.

Zmiany na biurku

Oprócz wytarcia paru kółek po kubkach, stwierdziłem, że czas zrobić coś z biurkiem. Tym komputerowym. Na monitorze.

A skoro obecnie na topie są XGL/AIGLX/COMPIZ i inne takie udziwniacze pulpitów, to postanowiłem przełamać sztywne ramy okienek i nieco je zwyginać.

Z drugiej strony, jako człowiek leniwy ( Linux rozleniwia ) niechętnie przyjmowałem do świadomości konieczność niezłego kombinowania, żeby uruchomić XGL na moim Debianie. Dodatkową kłodą były sterowniki NVIDII które czegoś tam nie posiadają i to nieposiadanie nie pomaga w użytkowaniu XGL’a.

Nadzieja nadeszła wraz z wiadomością, że NVIDIA udostępniła wersję BETA swoich sterowników 1.0-9625. Oprócz wielu poprawek posiadają te sterowniki implementację GLX_EXT_texture_from_pixmap, co umożliwia użycie AIGLX zamiast XGL’a. AIGLX jak wiadomo jest już dołączony do Xorg’a 7.1, nie ma zatem potrzeby instalowania osobnego XGL’a. Istotnym było również to, że w sterownikach BETA NVIDIA wspiera już modularnego Xorg’a 7.1 ( i 7.0 jak we wcześniejszej wersji ).

Cóż pozostało – uzbroiłem się w sterowniki NVIDII 1.0-9625, zaktualizowałem Xorg do wersji 7.1, zainstalowałem debianowe paczki Compiz ( ‚apt-cache search compiz‚ i wszystko co tam mamy – oczywiście musimy mieć listę pakietów z sekcji unstable ). Najpierw przezornie skompilowałem sobie starszy sterownik NVIDII ( 1.0-8774 ), żebym w razie czego miał do czego wrócić. Pierwsze co się rzuciło w oczy, sterownik w celu poprawnego skompilowania się dla wersji modularnej Xorg’a potrzebował paczki xserver-xorg-dev ( dociekliwi domyślą się po co i na co, mniej dociekliwi przeczytają co wypisuje instalator sterownika gdy nie ma tej paczki w systemie ). Xorg 7.1 z tymi sterownikami działał poprawnie, zatem można było eksperymentować dalej.

Cóż pozostało – kompilacja sterowników BETA. Skompilowały się bez problemów ( każdy pamięta rzecz jasna o tym, aby na czas kompilowania sterowników wyłączyć gdm/kdm ogólnie X’y ). Z młodzieńczą wewrą uruchamiam GDM i … Nastała ciemność, płacz i zgrzytanie zębów. Przełączanie na konsole nic nie daje. System pod tą płachtą czerni działa i tyle można wywnioskować.

No to zapuściłem komputer, wstawiłem chwilowo init=/bin/bash w Grubie, pogmerałem w /etc/, wyłączyłem start GDM’a i dawaj z testowaniem. Bardzo było to upierdliwe, gdyż każde niepowodzenie komputer kwitował czarnym ekranem, a ja resetem. Testowanie polegało na zmienianiu ustawień Xorg’a, kompilowaniu w te i we wte i nic. Potem udałem się po rozum do głowy i wyczytałem, iż te problemy z czarnym ekranem to nie tylko ja mam. Remedium na te dolegliwości okazał się być patch, który wyłączał w sterownikach funkcjonalność i2c.
( ściągamy patch, rozpakowujemy instalator sterowników do katalogu, nakładamy patch, uruchamiamy instalator z katalogu ).

No jeeeest, w końcu obraz się pojawił. Czas uruchomić Compiza. Tu już sprawa była prostsza, bo wystarczyło wyłączyć kompozytora w panelu sterowania XFCE ( bo XFCE mam ), w konsoli uruchomić compiz –replace i cieszyć się, że coś tam się uruchamia. Ale teraz, co zrobić, żeby Compiz przy każdym uruchamianiu się okienek startował, zamiast domyślnego WM.

Akurat w przypadku XFCE sprawa jest dość prosta – w pliku ~/.cache/sessions/xfce4-session-`uname -n`:0 mamy zapis sesji, sobie go wyedytowałem, wykasowałem wszystko co się tyczyło XFwm4, a w miejsce tego utworzyłem wpis uruchamiający Compiz.
I zadziałało. To oczywiście sposób dla pojedynczego użytkownika, rozwiązanie ‚system wide’ musi być uskutecznione albo w katalogu każdego użytkownika, albo w /etc/xdg/xfce4-session/xfce4-session.rc.

Słówko o konfiguracji Xorg’a. W sekcji sterownika ‚nvidia’ dodajemy :

Option „AddARGBGLXVisuals” „True”

Słówko o poprawce w /usr/bin/compiz. Domyślnie ten skrypt wywołuje compiz’a z parametrem –indirect-rendering, a skoro mamy sterowniki karty graficzne wspierające 3D – pozbędźmy się tego parametru.

To nad czym się tu rozwodziłem w wersji bardziej skondensowanej można znaleźć np. na tej stronie.

Screenshot’ów nie zamieszczam – bo jak Compiz w akcji wygląda, przekona się każdy kto sobie go zainstaluje 🙂

Rzecz o wydajności i płynności działania – nie jest źle. Na procesorze Athlon XP 2200+, 512 MB, GF6600 otrzymałem w pełni wydajne i płynne środowisko, całkowicie wybajerzone. Gry 3d działają, filmy działają, jedyne co się tnie, to renderowanie stron w Firefox’ie. Ale o tym to wam jeszcze kiedyś opowiem.

Translate »