przystajnik

Użytkownicy, kochajcie otwarte sterowniki

Dyskusje o wyższości sterowników zamkniętych nad otwartymi nie milkną od wieków. I vice versa. Prawda jest okrutna – producenci sprzętu stoją na uprzywilejowanej pozycji jeżeli chodzi o oprogramowanie dla swoich produktów. Dlaczego mielibyśmy się sprzeciwiać takiemu stanowi rzeczy? Skoro producent firmuje jakiś sprzęt, tworzy dla niego sterowniki, to czegóż chcieć więcej? Otóż pomijając fakt, że taki producent zwykle tworzy sterowniki jedynie dla wiodącego systemów, to robi to zwykle bardzo niechlujnie, bazując na nieroszczeniowej postawie biernych odbiorców rzeczonego systemu. I na nic tu dysputy filozoficzne, skoro przykłady z życia pokazują co pokazują.

Mój osobisty przypadek dotyczy tak prozaicznego produktu jak kamera internetowa. Na szczęście nie była ona moim zakupem, ale znajomego, który poprosił o jej skonfigurowanie. Kamera IP, jak sama nazwa sugeruje, implikuje zaprzęgnięcie do pracy takich osiągnięć cywilizacji jak adresacja IP, protokół tcp/ip, interfejs WWW. Generalnie rzecz ujmując – uniwersalne rozwiązanie nieuzależnione od systemu operacyjnego. Dla użytkownika często niedoprogramowanego Linuksa – rzecz warta grzechu. Zatem, chińska produkcja masowa dla masowego odbiorcy, stworzona z uwzględnieniem ogólnie pojętej uniwersalności.

Jak wygląda rzeczywistość? Otóż kamerka jak kamerka, zawiera port rj-45, wifi i uroczą kamerkę właściwą w otoczeniu ledów doświetlających. Oczywistym sposobem dogadania się z nią wydaje się być połączenie się za pomocą przeglądarki z jej domyślnym adresem IP. Zaczynamy taniec z producentem – takiego adresu IP nie udaje się nigdzie znaleźć, a jedynie informację, że wszystko pójdzie ok, jeżeli nasz ruter posiada serwer DHCP, z którego kamerka otrzyma ustawienia. Ruter spełniał ten wymóg, kamerka otrzymała adres IP, sprawdzając w ruterze klientów DHCP udało się mi ustalić przydzielony adres IP i połączyć się zeń poprzez przeglądarkę WWW. Efekt? Obraz jest, cztery przyciski góra/dół/lewo/prawo są. Koniec możliwości konfiguracyjnych. Nieco słabo, jak na kamerkę, nieprawdaż?

W tym momencie należy oddać sprawiedliwość oprogramowaniu dla kamerki – na stronce logowania widnieje odnośnik pozwalający ściągnąć/zainstalować skrypt ocx. Tajemniczy skrypt ocx zawierał nic innego jak… instalator z rozszerzeniem .msi. Chyba nie muszę nadmieniać, że w tym momencie zrezygnowałem z obsługi kamerki z poziomu Linuksa i postanowiłem dokonać reszty na komputerze u znajomego, które system operacyjny bardziej czuł się z .msi za pan brat.

Można by w tym miejscu stwierdzić autorytatywnie – ‚kolejny sprzęt dla zwykłego użytkownika, którego nie rozpoznaje Linux’. Ale jak można podciągnąć taką kamerkę pod standard kamery IP? Bowiem instalator msi zainstalował na preferowanej platformie Windows odpowiedni skrypt, który wg. zaleceń producent miał najlepiej zadziałać pod przeglądarką Internet Explorer. Jednak u znajomego pod jego Internet Explorerem nie zadział, ale za to nie sprawił problemów Firefoksowi, dzięki czemu oprócz obrazu z kamery otrzymaliśmy dodatkowe ustawienia. Niemniej, ustawienia nadal nie ustalały niektórych spraw. Do tych ustawień potrzebne było dodatkowe oprogramowanie, nie silące się na bycie rozwiązaniem ‚webowym’. Zwykłe exe’ki windowsowe, które w liczbie sztuk dwóch można było zainstalować z płytki dołączone do kamerki, wykonywały różne czynności, które można było znaleźć w każdym z nich, ale nie w interfejsie www. Innymi słowy – wyglądało to jakby trzech programistów niezależnie od siebie tworzyło soft na potrzeby obsługi tej kamerki i każdy z nich miał inną specyfikację możliwości sprzętu.

Koniec końców, pomijając konieczność ręcznego dostrojenia fizycznych elementów kamerki (aby obraz stał się ostry), użytkownik wiodącego systemu pod koniec zmagań z instalacją został zostawiony sam sobie z kompletem trzech programów i instrukcją typu ‚jak chcesz zrobić to, odpalasz to, jak chcesz zrobić to, odpalasz to, a tu widzisz efekt’. Kompletna degrengolada i to na dodatek za nasze pieniądze.

Co mają do tego wolne/otwarte sterowniki? Ano to, że jak się producentowi nie chce napisać sensownych i składnych sterowników dla swojego produktu, to niech przynajmniej udostępni dokumentację, aby społeczność zrobiła to jak należy za niego. Na dodatek, takie rozwiązanie będzie działało niezależnie od systemu operacyjnego. A my jak konsumenci i użytkownicy mamy w tej kwestii decydujący głos dzięki naszym portfelom. Inaczej zostaniemy marionetkami w rękach niedbających o nic producentów, którzy za jakiś czas mogą też nie wypuścić sterowników/oprogramowania nawet dla wiodącego systemu w nowszej wersji. Bo klient i tak łyknie niemrawe tłumaczenia i kupi nowy sprzęt.
 

Post navigation

Translate »