przystajnik

Piękno udostępniania

Jak przerzucić plik z jednego komputera na drugi, gdy obydwa znajdują się w tej samej sieci, przy założeniu, że dzieli je ściana?
Wyimaginujcie sobie, że ja do tej pory na FTP jeździłem po takie pliki. Nie jest to rozwiązanie złe, ale czasem człowiek chciałbym kliknąć i już, albo przeglądnąć na żywo jakiś plik graficzny, cy cuś. Dlatego postanowiłem się przeprosić z Sambą, z którą może nie żyję źle, ale powoduje ona u mnie stany lękowe mnogością opcji w smb.conf. Nie ma co owijać. Sieć MS Networks czy jak to zwał, w zakresie gotowości do pracy jest tu do przodu (kij ma dwa końce, jeżeli ktoś troszczy się jednak o bezpieczeństwo).

Zestaw dla leniwych znajduje się w następujących paczkach: samba (i zależności) i nautilus/thunar/pcmanfm + odpowiednie dodatki (nautilus-share, thunar-shares). Zatrzymam się na chwilę przy thunar-shares, bo może nie wszyscy wiedzą – jest takie coś. Paczkę dla Ubuntu i dla Debiana zabrałem z launchpad’a.

No ale to raczej każdy wie i dobór oprogramowania nie jest tu może kluczowy. Kluczowa jest niechęć Samby do mojej osoby i stawanie mi w poprzek za każdym razem. Moja współpraca z tą usługą polega na małpim klikaniu/pisaniu to tu, to tam i chyba tylko drukarki udaje mi się bezproblemowo udostępniać. Jak by się zastanowić – foldery i urządzenia też – ale nie pytajcie jak to zrobiłem.

Czego zatem można się spodziewać przy próbie udostępnienia jakiegoś swojego folderu (w Thunarze prawy przycisk myszki->właściwości->share, Nautilus PPM->opcje współdzielenia)? Ano ja zostałem poczęstowany ‚cannot open usershare directory‚. I to na Ubuntu jak i na Debianie. Ale takie błahostki nie zatrzymają rozjuszonego lenia próbującego ułatwić sobie życie:

– w /etc/samba/smb.conf wstawiłem sobie opcję ‚usershare owner only = True‚. Bo tak. Przerestowałem Sambę,

– dodałem swoich użytkowników do grupy sambashareaddgroup użytkownik sambashare. Czułem, że to pomoże. Przelogowałem się,

– upewniłem się, że katalog /var/lib/samba/usershares ma prawa drwxrwx–T. Jakby nie miał, to zrobiłbym chmod 1770 usershares,

– upewniłem się, że katalogi które chcę udostępniać mają prawa do odczytu (dostępu) dla grupy i innych (PPM->właściwości->uprawnienia),

– aby nikt nie grzebał w moich Bardzo Ważny Plikach, udostępniłem katalog bez praw dostępu ‚gości’ – jest to o tyle niewygodne, że czasem nazwy użytkowników na komputerach nie są zgodne. Trzeba dodawać, ustawiać hasła, itp. Ale wybrałem świadomie niedogodność,

– (oczywiście Samba nie chciała używać moich hasłem shell’owych). Dla każdego użytkownika ustawiłem hasło ‚smbpasswd użytkownik‚, wymagane do przeglądania zasobów.

To nie jest pełen opis jak opanować Sambę. To niejako notatki na brudno, bo kiedyś pewnie znowu będę musiał Sambę ustawiać, znowu zapomnę co i gdzie, więc zajrzę sobie tutaj. I będę już wiedział. A może i Ty też.
 

Post navigation

  • dominik

    czy aby nfs nie jest latwiejszy do ogarniecia? 🙂

  • @dominik
    To prawda, mile wspominam i używam gdzie się da NFS’a, lecz Thunar którego też stanowczo lubię i używam, póki co, nie potrafi komfortowo i dynamicznie korzystać ż NFS’a.

  • Dałem się wciągnąć w Sambe. Dotychczas korzystałem z smbclient jak chciałem coś przesłać między mną, a windowsem w pokoju obok. W KDE4 jak szczęśliwe dziecko Microsoftu kliknąłem: sieć-> Samba Shares -> MsHome -> Laptok. I było. Czyż to nie piękne ?

Translate »