przystajnik

Nowy miesiąc, nowy system

Wczesny poranek rozpocząłem jak zawsze. Po przeciągnięciu się i podrapaniu w lewą stopę, podreptałem w kierunku królewskiej samotni, po drodze wduszając przycisk ‚power’ w domku najlepszego przyjaciela człowieka – elektronicznej maszyny liczącej.
Powrót z samotni zakłócała mi natrętna myśl, że ja już taki poranek kiedyś przeżyłem… – ‚Zdecydowanie za dużo ostatnio pracuję’, odpowiedziałem obijającej się mi po głowie ułudzie i przysiadłem się do mojego przyjaciela.

Wymieniliśmy na powitanie login i hasło, po czym przystąpiłem do nieziemienionego od stuleci rytuału. Wpatrujące się we mnie czarną głębią okno terminala zapełniłem zadziornym ‚apt-get update;apt-get -y upgrade’, i siorbnąłem kawy z kubka. Gdy z ustami pełnymi zimnej, tygodniowej kawy, zastanawiałem się co z nią zrobić, przez ekran przebiegły małe literki, wesoło oznajmiając :

Następujące pakiety zostaną zaktualizowane:
MS-Windows-Joker-Edition-core-8.10
1 aktualizowanych, 0 nowo instalowanych, 0 usuwanych i 0 nieaktualizowanych.
Konieczne pobranie 94GB archiwów.
After this operation, 165,5GB of additional disk space will be used.

Ani się spostrzegłem, zadziałało dodane do polecenia ‚-y’ i poleciały ku mnie bajty i kilobajty danych, zapełniając w momencie mój mały dysk. Kabel UTP aż zaskwierczał od przeciążenia i nim kawa z powrotem wylądowała w miejscu zajmującym się szeroko pojętym przechowywaniem napojów, mignął mi przed oczyma błyskawiczny proces instalacji. Głośniki rozdzwoniły się zapamiętam z nocnych koszmarów ‚bing bing blam talala’ i na ekran wskoczyła mi nowa jakość i forma.

Tak oto Windows zagościł u mnie na komputerze. Nie powiem, na początku wystraszyłem się nieco. Ale niepotrzebnie.
Nowy system bezbłędnie wykrył mi istniejące na dysku zagrożenia bezpieczeństwa i bez niepotrzebnego zawracania mi głowy, pozbył się ich w mig (- ‚Revenge of Linus’ found -> Isolated -> Killed -> Deleted -> Cleaned -> Burned). Pokazało mi się na pulpicie mnóstwo nowych, ciekawych ikonek. Rozwinęły się przede mną nowe możliwości w postaci konfigurowania usług jakie oferował nowy mieszkaniec mojego komputera. Wszystko było nowe, lśniące, pachnące przypalanym na mękach procesorem. Pamięć pękała w szwach – moja i mojego elektronicznego druha. Wszystkiego było tak wiele, tak nagle, tak niespodziewanie, tak zaskakująco…

Że aż się obudziłem.

Zza zmuszonej do wysiłku powieki, moje jedyne chwilowo czynne oko wychwyciło godzinę i datę na budziku. 1 Kwietnia. Że też się jeszcze kogoś żarty trzymają, w takich czasach…
 

Post navigation

Translate »