przystajnik

Koniec i początek

Uf – koniec tygodnia. Kto by pomyślał, że tak mi będą ostatnie tygodnie migały przed oczyma. A to to, a to tamto i nim się człowiek obejrzy, a tu już weekend i trzeba obmyślać, gdzie to by się wyrwać z tego betonowego miasteczka.
Optymizm przez te upały też mi zbladł i zmizerniał – dopatruję się w czasie tego, że coś mi minęło, a nie – że się zaczęło. A zaczęły się wakacje. Dzieci i młodzież tłumnie wyległy na akademie i inne uroczystości, by drepcąc w miejscu odbębnić ostatni zestaw obowiązków szkolnych i z upchaną po kieszeniach cenzurką, rozpocząć kolejne dwa miesiące luzu. Eh. Łezka w oku, dawniej człowiek to liczył godziny do wakacji, a teraz … A mogłem zostać nauczycielem, bym też dwa miesiące byczenia miał wpisane w obowiązki.

A tak, to ze zgredziałym optymizmem oczekuję początku kolejnego tygodnia 🙂
 

Post navigation

  • Y-tam, nauczycielem chciałbym/mógłbym być, ale chyba wyłącznie w jakimś ogólniaku. Nie wyobrażam sobie współpracy z młodzieżą z gimnazjum na przykład ;P

    Anyway, wakacje dobra rzecz, ale w moim wypadku to akurat czas zrywu. Moment składania papirów etc. To już ostatni raz. Zresztą, skrobnę o tym u siebie 😉

Translate »